Kraków 2017 – spojrzenie subiektywne
Kraków jest moją wielką miłością. Po raz kolejny w Krakowie, od czasu studiowania tam w latach 2007-2009, byłam ponownie w 2017 roku, dokładnie w czerwcu. Wcześniej jakoś nie złożyło się. Tym bardziej czterodniowy wyjazd w 2017 był obfity we wrażenia, we wspomnienia, w próbę odnalezienia miejsc, w których się było.
Ale nic dwa razy się nie zdarza i Kraków z czasów studenckich, kiedy mieszkałam tam dwa lata, kilka lat później, był już dla mnie innym Krakowem. Nie tylko nie wzbudzał już tych samych emocji, ale zaczął być przeze mnie postrzegany jako miejsce sentymentalne, takie, w którym czuć tę przedziwną atmosferę, w którym jest ciekawie, do którego chciałabym wracać lub nawet w którym chciałabym zamieszkać, w którym wiele niezwykłego zdarzyło się wcześniej w moim życiu i w którym – przede wszystkim – mogłam uczęszczać do teatru.
Pojawiło się wówczas lekkie rozczarowanie, wynikające ze świadomości, że niemożliwy jest już powrót do przeszłości i że nigdy nie doznam tych samych wrażeń, tak jakbym do ostatniej chwili łudziła się, że jednak jest to możliwe. A teatrów w Krakowie jest bez liku i mają tam taki teatr, że och! Nawet nie byłam w stanie ich wszystkich odwiedzić, skupiłam się na spektaklach w dwóch teatrach – Teatrze Starym i Teatrze Nowym.
Kraków jest moim ukochanym miastem. Poniżej wrzucam kilkanaście przypadkowych zdjęć z Krakowa – staram się prezentować miejsca bardziej nieznane i takie mnie interesują, w szczególności fotografie krakowskich kamienic, choć pojawi się tu również kilka rozpoznawalnych miejsc. Mam nadzieję, że wkrótce znów odwiedzę to miejsce. Wtedy jeszcze bardziej postaram się fotografować tak bardzo mnie inspirujące krakowskie kamienice. To właśnie one są dla mnie w Krakowie najciekawsze – niskie, często poszarzałe, zaniedbane, z obdrapanymi oknami. Tworzą one niepowtarzalny klimat ulic, które znakomicie nadają się do sfilmowania czy odtworzenia na scenie w formie scenografii teatralnej.
Bardzo mnie ciekawi, jak krakowiacy mieszkają wewnątrz. Takie mieszkania, które byłyby urządzone w dość starym stylu, nawet z antykami, można by w doskonały sposób wykorzystać jako miejsce akcji, jako scenografię do jakiegoś filmu artystycznego. Przy wyborze i zamieszczaniu zdjęć nie kierowałam się żadnym specjalnym kluczem oprócz tego, aby miejsca te były jak najbardziej wyjątkowe, dziwne, specyficzne. Zdjęcia zostały zrobione zwykłym aparatem kompaktowym.
Bardzo podobają mi się krakowskie kawiarnie. Zazwyczaj są stylizowane na dawny wiek, XVIII-sty, XIX-sty, a w środku tych kawiarni znajdują się stare krzesła, obrazy albo fotografie. Tu na zdjęciu – Mleczarnia. Poniżej Eszeweria. Ale kiedy ostatnim razem w lecie byłam w Krakowie, najczęściej piłam kawę na zewnątrz kawiarni Singer. Stoliki tam są zrobione ze starych maszyn do szycia – to bardzo ciekawe i oryginalne, a przy tym znów odsyła do dawnych czasów, kiedy to takie maszyny jeszcze były w użyciu.
Cudowne budynki! Stare, mlecznożółte, pobłyskujące w słońcu! Trochę zaniedbane. Nie mam pojęcia, na jakiej ulicy się znajdują! Widzę fragment napisu „Konopka”. Ale jakoś nie zlokalizowałam tej ulicy. Ktoś odgadnie?

Budynek z XIX-stego wieku, przy ul. Matejki. Siedziba Dyrekcji Okręgowej Polskich Kolei Państwowych. Zaraz obok Akademii Sztuk Pięknych. Chciałam kiedyś tam studiować, na tej akademii. Chciałam studiować tam, po polonistyce z teatrologią i socjologii, początkowo scenografię teatralną, a ostatnio malarstwo. Jak na razie nie złożyło się. Być może takie malarstwo w przyszłości jeszcze skończę – wszystko przede mną. Czy w Krakowie – to się okaże. Ale najważniejsze to podążać za inspiracją i natchnieniem… i tworzyć:)

A tu proszę – Barbakan od tyłu.

Bazylika św. Floriana w Krakowie. Kraków jest obsypany kościołami, synagogami. To wspaniale. Ten kościół bardzo mi się podoba – fasada skromna, jasna, delikatna. Świetnie by się sprawdził jako tło w jakimś onirycznym filmie artystycznym. Na przykład w onirycznym filmie artystycznym o Krakowie. Ktoś ma ochotę zrobić? ;). Jakieś pomysły?;)
Budynek Muzeum Narodowego. Interesujące mają tutaj (na ten moment przynajmniej) malarstwo współczesne – lubię malarstwo współczesne.
Bardzo fajne żółte budynki na ulicy Siennej. Wow! Ostatnim razem, kiedy przebywałam w Krakowie, tą ulicą wchodziłam na rynek. Znajduje się tu Archiwum Narodowe (po lewej), jak teraz zauważyłam na zdjęciu;)
Jeden z ciekawszych dla mnie budynków krakowskich. Fajny klimat, taki surowy, poszarzały. Ramy okienne całkowicie zniszczone. Okna poszarzane, brudne. Tam chyba nikt nie mieszka. Tylko na dole – kontrastujący z górą budynku – sklep z sukniami. Bardzo fajny balkon, ażurowy. Przyjemnie byłoby wypić na nim kawę, choć mało miejsca. Ciekawe jaka to ulica, nie zapisałam sobie. Ktoś wie?
Ach! Teraz to, co kochałam najbardziej, w czasie kiedy – z racji odbywanych studiów – dwa lata mieszkałam w Krakowie: Scena Kameralna Starego Teatru na Starowiślnej 21! Obejrzałam tam możliwe najlepsze przedstawienia teatralne, między innymi spektakle mojego ulubionego reżysera Krystiana Lupy: Kalwerk oraz Faktory 2. Pierwszy ponad czterogodzinny, drugi siedmiogodzinny… To były czasy! Krystian Lupa jest naprawdę ciekawą osobowością artystyczną. Nie można go nie znać. Stary Teatr ma świetne spektakle, przynajmniej wtedy miał. Naprawdę z przyjemnością się to oglądało. Współpracują z tym teatrem najlepsi reżyserzy teatralni. To jest miejsce, którego nie można ominąć, będąc w Krakowie. Budynek Starego Teatru znajduje się również w rynku (główny budynek), tam też dzieje się;).
Synagoga Stara w Krakowie. Zaglądałam do środka, ale na tamten czas nie chciałam jej zwiedzać– wszystko przede mną:). Synagoga ładna, skromna. Nie wiem dlaczego lubię to, co żydowskie. Interesuje mnie to. Mam w planach gdzieś na dalszą przyszłość pisanie książki w klimacie żydowskim, ale potrzebna jest do tego spora wiedza o żydowskich obyczajach i świętach. Akcja powieści umiejscowiona byłaby oczywiście w Krakowie. Moją skłonność ku temu, co żydowskie, tak jak i ku temu, co francuskie tłumaczę sobie istnieniem reinkarnacji. W innym przypadku nie ciągnęłoby mnie do tego.
Józefa 13. Na Kazimierzu. Jedna z wielu, ciekawych uliczek tam. Wszystkie jakby podobne do siebie, a równocześnie całkiem inne. Przy okazji widoczna jedna z restauracji, „Kuchnia i wino”. Ale nie byłam tam.
A to jest mój ulubiony budynek. To znaczy jeden z wielu ulubionych. Jak studiowałam w 2007 roku był cały zielony (wkleiłam go w pierwszym wpisie). W 2017 roku wygląda właśnie tak.
Ulica Krakowska. Całkiem niezły, moim zdaniem, budynek. Trochę wyższy, wybijający się na tle jedno-i dwupiętrowych budynków wokół. Odmalowany. Kolor pomarańczowy moim zdaniem całkiem trafiony – nadaje ulicy świeżości. Ale co jest w tym budynku! Wow! Teatr Nowy Proxima! Ja do nich chodziłam jeszcze wówczas, kiedy mieścili się w podwórku przy Wiśle. Była to bardzo mała scena. Nie wiem, jak jest teraz. Spektakle mieli wówczas unikalne. Pojawiali się u nich reżyserzy mniejsi i więksi, ciekawe nazwiska. Bardzo bym chciała jeszcze w przyszłości tam zawitać, jak tylko pojawię się w Krakowie.
Przez Most Piłsudskiego przechodziłam lub przejeżdżałam codziennie, kiedy mieszkałam w Krakowie w czasach studenckich. To była trasa z Kalwaryjskiej na Kazimierz lub do rynku. Most bardzo fajny. Pamiętam, jak często wracałam – już prawie nocą – ze spektakli teatralnych, przechodząc właśnie przez ten most – wokół było niewielu ludzi, światło lamp, całkiem przyjemnie, choć może nie do końca bezpiecznie;). Ale młodość ma swoje prawa;). Można było się ziluminować spektaklem, a potem ziluminować się światłem lamp nocnych;) i zasypiać z tym;)
Nie pamiętam, czy przechodziłam kiedyś przez Kładkę Ojca Bernatka w latach 2007-2009. Ale na pewno tak było w 2017 roku. Konstrukcja kładki ciekawa. Spełnia swoją rolę. Ale ważniejsze na tym zdjęciu są tereny przy Wiśle – wspaniale można tam spędzić czas, biegając czy spacerując. Uwielbiam tereny zielone przy Wiśle, tego jest mnóstwo, wszędzie! I są ławeczki!
Ulica Legionów Józefa Piłsudskiego, bądź też Celna (jeśli chodzi o umiejscowienie samych budynków, a nie fotografującego je, bo to takie dwie, jakby równoległe, ulice). Zaraz za mostem. Tędy cały czas chodziłam i codziennie schodziłam zaraz na prawo za ulicę Celną, nad Wisłę, aby pobiegać. Czułam się, jakbym przygotowywała się fizycznie do zawodu aktora teatralnego. W istocie, był moment, że chciałam być aktorką teatralną, również reżyserką teatralną (nawet napisałam już przykładowy konspekt na egzamin do krakowskiej szkoły teatralnej, ponoć dobry). Ale dziś wiem, że nie była i nie jest to moja droga. Natomiast jest nią pisanie, malowanie i fotografowanie. Może w przyszłości zagram we własnym mini-filmie na własnych opowiadaniach. Czas pokaże. Moja droga jest indywidualna;)
To właśnie z tej strony brzegu Wisły biegałam. Często przylatują tam też mewy. Ogólnie ładny widok. Dobre miejsce na rower, bieganie czy spacer.
Ulica Legionów Józefa Piłsudskiego, za skrętem w prawo – Kalwaryjska. Ciekawa okolica, tzw. Podgórze, zaraz za Kazimierzem. Tyle że może tu panować „zimna” atmosfera z uwagi na bliskość Byłego Niemieckiego Obozu Koncentracyjnego. Wtedy jakoś tej atmosfery nie odczułam, a znajdowałam się nie tak daleko, ale jest możliwe, że udręczone dusze krążą po tym obszarze. Trudno mi ocenić, nie jestem medium.
Kalwaryjska. Tu mieszkałam podczas studiów. Ciekawa ulica. Budynki malusieńkie, prawie jak na wsi. Dziwny ten Kraków, swojski, specyficzny. Ale ja właśnie kocham Kraków najbardziej i chciałam tam mieszkać na stałe i być może jeszcze kiedyś tam powrócę i osiedlę się.
Mój ulubiony, cudowny, wspaniały kościół pod wezwaniem św. Józefa. Te inkrustacje z zewnątrz, ta delikatność, a w środku minimalizm. Uwielbiam ten kościół! Szczególnie ładnie wygląda, kiedy wokół jest śnieg lub gołębie.
Żałuję, że nie mam zbliżenia tego budynku. Jedne drzwi balkonowe brązowe, drugie białe. Znowu obdrapane, niedoczyszczone. Miejsce być może niezamieszkane. Ulica Trynitarska, na Kazimierzu. Ale klimat jest. Dziwne, opuszczone, samotne miejsce, w które ma się ochotę wstawić bohatera literackiego równie specyficznego, który będzie miał swoje nawyki, dziwactwa, wariactwa, w którym to miejscu coś się będzie działo. Może takie, w którym w biedzie powstawać będą genialne dzieła malarskie, ale gdzieś pod spodem będzie jakaś tragedia, niedosyt, coś nie będzie tu pasować…
Synagoga Izaaka. Nie byłam jeszcze w środku – wszystko przede mną. Bardzo fajna, skromna, żółta, delikatna.
Kościół św. Trójcy w rynku. Bardzo ładna fasada, inkrustacje, rozety. Podoba mi się.
Kościół św. Franciszka z Asyżu oraz Klasztor i Bazylika Franciszkanów. Nie byłam w środku. Może być ciekawie. Na zewnątrz skromnie, według reguł postrzegania życia przez Św. Franciszka.
Widok na ulicę Podzamcze, o ile dobrze pamiętam, widok z Wawelu lub z podejścia na niego, a konkretnie na budynek, który z góry wygląda znakomicie. Szlachetna żółć, starość, ładne okna, balkony. Naprawdę przyjemny widok tego, co stare.
Nie miało być tradycyjnych zabytków krakowskich, które każdy zna. Wawel nie jest moim ulubionym zabytkiem, bo nie lubię chodzić tam, gdzie wszyscy, tylko iść jakąś nieodkrytą jeszcze, samodzielną drogą. Ale to zdjęcie, a w szczególności złoto na kopule, tak bardzo mi się spodobało, że je tu umieszczam. Dużo tych kopuł tutaj, a ta złota aż skrzy!

