Emmanuelle Audre literatura

FRAGMENT MOJEJ NAJNOWSZEJ KSIĄŻKI ZWIĄZANEJ Z GRECJĄ (Z TŁUMACZENIEM NA ANGIELSKI)
A FRAGMENT OF MY LATEST BOOK IN POLISH RELATED TO GREECE (WITH ENGLISH TRANSLATION)

POLISH VERSION

Stanęli naprzeciwko siebie w sypialni po dniu wytężonej pracy i na chwilę dziwnie zagapili się na siebie. Ale stanęli nie jak dwa słupy soli, lecz niczym te dwa zaciekawione sobą wzajemnie koty, gibkie, zwinne i z miękką sierścią. To chyba dlatego, że nie widzieli siebie cały dzień, oboje byli w pracy i starali się dać tam z siebie wszystko co najlepsze. Ale zagapili się na siebie prawdopodobnie też przez te swoje ubrania; ciemnooki i czarnowłosy Nikos miał bowiem na sobie tego dnia czarne skórzane spodnie i biały t-shirt, który zmienił na nowy po powrocie z pracy, aby uzyskać nieco świeżości. Zaś zielonooka Agnieszka z burzą kasztanowych loków, zamieniła swój strój pracowniczy na czerwoną sukienkę z dekoltem w kształcie serca. Czy chciała go uwieść? Niewątpliwie. Czy on chciał ją uwieść? Zapewne… Bo dlaczego by nie? Co miałoby przemawiać za tym, aby nie uwiedli siebie nawzajem tego wieczoru, tak jak zrobili to wszystkich poprzednich wieczorów i zrobią to wszystkich kolejnych wieczorów, gdyż najwyraźniej jest coś między nimi? Ta iskra namiętności, która jednak na ten moment nie sprawia, aby to, w czym są, mogli nazwać związkiem, lecz która popycha ich do wzajemnego eksplorowania wszelkiego rodzaju sensualności. Czy ten schemat tego zbliżania się do siebie się powtarzał? Zapewne od początku ich poznania w jakiś sposób się powtarzał, lecz jednocześnie za każdym razem był inny. Ale nie z racji tego, że za każdym razem starali się mieć na sobie nieco inne ubrania, nie z racji tego, że za każdym razem starali się wykonać nieco inne ruchy, ale dlatego, że za każdym razem sami byli nieco inni, nieco zmienieni i że próbowali patrzeć na siebie, jakby widzieli się po raz pierwszy i po raz pierwszy się odkrywali. A więc stali tak przez chwilę wpatrzeni w siebie jak te dwa białe, puszyste, nieco grubawe, opite amarettem zamiast mleka, gdzieś na mieście, koty, aż nagle Nikos przerwał tę ciszę, i - zrywając się jak, nadal czymś nienasycony, dziki kot, przystępujący do osaczenia swojej kotki - szybkim krokiem podszedł do Agnieszki. Bez słowa sprzeciwu z jej strony, lecz przy jednym cichym dźwięku „och!”, które z siebie wydała, chwycił ją za pas, przyciągnął ją do siebie zdecydowanym ruchem i skleił jej ciało ze swoim ciałem swoją miłosną energią, niczym odpowiedni klej nierozerwalnie skleja plastik z metalem. Skleił zatem ją, tak gibką, tak zmienną, tak barwną, tak nieprzewidywalną, tak słabą, z nim, tak wytrzymałym, tak trwałym, tak tak monochromatycznym, tak stabilnym, tak silnym, gdyby tylko nie ten jego ten jego nałóg i kreatywny zawód, który wykonywał. A potem zaczęło się już tylko szaleństwo: najpierw ten pocałunek, ten pierwszy, ten najmilszy, ten upragniony, ten na który najbardziej się czeka, ten kiedy wiesz, że czyjeś usta jeszcze nie dotykają Twoich ust, ale że się do nich zbliżają i że za chwilę nastąpi ten właśnie kluczowy moment zetknięcia się waszych ust. I czujesz te wszystkie emocje, to całe podniecenie, tę niecierpliwość, tą celebrację, to piękno. I kiedy właśnie następuje ten święty moment, ten moment zetknięcia się jednych, karminowych od szminki, dużych, miękkich warg, z drugimi, ciemnoróżowymi, naturalnymi, miękkimi wargami, wtedy jest ta ekscytacja. A potem to już tylko przechodzi w - spragnioną namiętności - próbę uchwycenia jednej osoby przez drugą wargami, w ten taniec języków, w te wzajemne pojenie się śliną, jakby w obawie przed całkowitym wysuszeniem. I tak to właśnie wyglądało u nich, a w chwilę potem role obróciły się i to ona zaczęła przejmować inicjatywę, podwijając jego t-shirt coraz bardziej do góry, po to tylko, aby jej oczom ukazała się - najcudowniejsza w jej mniemaniu - lekko opalona śródziemnomorskim słońcem, gładka, dobrze zbudowana klatka piersiowa tego bardzo przystojnego (czemu trudno zaprzeczyć), czarnowłosego Greka. Czy mogło ją spotkać coś lepszego? Czy mogła szukać raju gdzieś indziej, skoro roztaczał się on przed nią? Czy mogła mówić, że nigdy nie była w raju, jeśli była w nim tak często? I to nie tylko z powodu jego klatki piersiowej. A teraz już niewiele potrzeba jej było siły, aby pchnąć go na łóżko jedynym ruchem, tak że upadł na nie, ale nie jak kłoda, lecz swobodnie, miękko i dostojnie, i pociągnął ją za sobą za rękę w tę otchłań rozkoszy, która powoli roztaczała przed nimi swoje niebiańskie czeluście. Więc on był pod nią, pozornie obezwładniony, ale tak naprawdę świadomy swojej przewagi, ona zaś na nim, tak skora do podjęcia każdej akcji, ale tak naprawdę całkowicie mu poddana. I wystarczyło kilka chwil, aby zaczęła odpinać srebrny pasek u jego spodni, po to, aby po chwili pozbyć się całych tych jego spodni, które w tej sytuacji zdawały się być zbędnym balastem, ukazując pod sobą czarne bokserki; i żeby on zaczął zdejmować z niej jej sukienkę, która kryła pod sobą czarny koronkowy biustonosz i tego samego rodzaju figi. Ale ta czerń ich strojów, tak zmysłowa, nie symbolizowała wcale jakiegoś ich grobowego smutku, lecz przeciwnie, ich zmysłowość i radość z tego kolejnego spotkania, z tego połączenia się w jednej chwili, w jeden organizm, ich dusz, serc i ciał. Tak przygotowani do przystąpienia do tego największego aktu, który poprzedzić miało wiele drobnych przyjemności, przywarli do siebie nawzajem, niczym mech przywiera do drzewa – nie jako pasożyty, lecz jako jako wzbogacanie siebie nawzajem i ochrona. A dalej już wszystko toczyło się samo. Ta ręka Nikosa na pięknym, jędrnym, młodym pośladku Agnieszki, po którym przejechał palcami, czując wszechogarniające go podniecenie i na jej szerokich biodrach, które tak bardzo podkreślały jej kobiecość, po to tylko, aby z tego miejsca dotrzeć do jej biustonosza, rozpiąć go nagle, i dotknąć jej dużych, równie jędrnych, soczystych piersi, które w tym momencie równocześnie zafalowały, jak i naprężyły się, w oczekiwaniu na dalszą rozkosz. I jak najbardziej, gdyż żaden telefon czy pukanie kuriera do drzwi nie przerwało jej, lecz powiększyła się ona. Bo jak nie mogłoby być rozkoszą równoczesne dotykanie tych nagich miejsc jednej osoby przez drugą? Jak nie mogłoby być rozkoszą to uczucie, które pojawiło się u Nikosa, kiedy Agnieszka zaczęła zdejmować jego bokserki? Kiedy wiedział, co szykuje się dalej, co dalej nastąpi? Miał tego głębokie przeczucie, wierzył w to, iż to właśnie się stanie. Jak nie mogło być podniecające, kiedy spadła z niej ostatnia koronkowa bielizna, zerwana w pośpiechu, tak gorączkowo, nie pytając jej o zgodę na to, a tym bardziej nie pytając o zgodę całego świata za oknem, który w tym momencie nie miał dla nich żadnego znaczenia i wydawał się zresztą spać, pogrążony w podobnego rodzaju gorączkowym śnie, pełnym barwnych marzeń. Tak więc te dwa ciała, tylko te dwa ciała, zetknięte w tym - tak wyjątkowym - momencie, który nie zdarza się zawsze i nie zdarza się każdemu, w tym momencie, sakralnej wręcz, celebracji życia, i celebracji ich miłości, tak niezdefiniowanej jeszcze, nieokreślonej, nie zamkniętej w żadne kategorie, lecz jak silnej; te dwa ciała ocierały się o siebie i pulsowały namiętnością niczym dyskotekowe światła, nad którymi obsługa techniczna straciła całkowitą kontrolę. Ich ręce splatały się wzajemnie, ich usta pochłaniały jedne drugie, a ich ciała pragnęły się tak bardzo, że musiał w końcu nastąpić między nimi ten akt ostateczny. W końcu musiała nadejść ta zamiana ról, w końcu ona musiała znaleźć się pod nim, a on nad nią. W końcu nie mogli sycić się tylko pięknem swoich ciał, lecz musieli umieścić jedno ciało w drugim ciele, połączyć je w całość, niczym dzieci łączą w całość klocki, aby powstała z nich najznamienitsza budowla; połączyć je, aby móc wybuchnąć iskrą ekstazy, aby dać przepływ przez swoje ciała tej najwyższej boskiej energii, aby doznać w tym akcie całkowitego upojenia. I była na niego tak otwarta, a on jej tak spragniony, że wprowadził w nią to jego narzędzie ekstazy, miecz, którym nie walczył, lecz którym niósł rozkosz, i za pomocą którego przekazywał swoją siłę, męskość i radość. I stało się to, czego od początku pragnęli, to za czym tak długo tęsknili, to o czym ciągle skrycie marzyli – ten jeden moment połączenia się ze sobą poprzez ten sensualny akt. Ten jeden moment, który za każdym razem zmieniał w ich życiu wszystko, choć realnie nie zmieniał niczego – po wybudzeniu się z tego snu, obficie polanego lukrem tak białym jak śnieg, ale w przeciwieństwie do zimnego śniegu całkiem ciepłym; po wybudzeniu się z tego snu, życie toczyło się swoim starym torem, ale oni byli już innymi ludźmi. Więc kiedy to nastąpiło, wydała z siebie kilka impresyjnych okrzyków, lecz nie ostatnich, gdyż nie było to łoże śmierci, lecz łoże usłane płatkami róż. I słysząc nad sobą jego miarowy oddech i niski tembr głosu w postaci różnych pomruków, zatopiła się w tym akcie razem z nim, nie chcąc nigdy go kończyć. Więc to sama Rozkosz, ta Pani Przyjemności, zmusiła ich do powtórzenia tego aktu raz, drugi, trzeci, a może nawet więcej… A kiedy opadli już razem bezwładnie na łóżko, i - leżąc obok siebie - przytuli się do siebie nawzajem niczym dwa opite mlekiem koty, które po raz pierwszy znalazły bezpieczne schronienie, i - wypowiadając po grecku niezborne, lekko słyszalne, lecz jak znamienne i zapadające w pamięć, słowa σε αγαπώ*, w sensie prawie dosłownym w-niebo-wzięci - zasnęli. Tymczasem w okno nadal namiętnie stukał dziobem biały gołąb.
* se agapó (gr.) = kocham Cię

PRAWA AUTORSKIE DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. WSZELKIE KOPIOWANIE CZY UŻYWANIE TEGO FRAGMENTU BĘDZIE SIĘ WIĄZAĆ Z KONSEKWENCJAMI PRAWNYMI.
autorka: Emmanuelle Audre


ENGLISH TRANSLATION

They stood facing each other in the bedroom after a day of hard work and for a moment, stared at each other strangely. But they stood not like two pillars of salt, but like two cats, curious about each other, lithe, agile, and with soft fur. It was probably because they hadn't seen each other all day; they were both at work, trying to give their best. But they were arguably also staring at each other because of their clothes; dark-eyed and black-haired Nikos was wearing black leather pants and a white T-shirt that day, having changed his t-shirt after returning from work to freshen up. And green-eyed Agnieszka, with a shock of auburn curls, had changed her work clothes for a red dress with a sweetheart neckline. Did she want to seduce him? Undoubtedly. Did he want to seduce her? Very probably… Because why not? What could possibly be the reason they shouldn't seduce each other that evening, as they have done it all the previous evenings and will do it all the following evenings, because there's clearly something between them? That spark of passion that, though at the moment, doesn't make what they're in a relation worth calling a relationship, but which pushes them to explore all sorts of sensuality with each other. Was this pattern of approaching each other repeating itself? Certainly from the moment they met it had been repeated in some way, but at the same time, it was different each time. But not because they tried to wear slightly different clothes each time, not because they tried to perform slightly different movements each time, but because each time they themselves were slightly different, slightly changed, and because they attempt to look at each other as if seeing each other for the first time, discovering each other for the first time. And so they stood there for a moment, staring at each other like those two white, fluffy, slightly plump cats, somewhere in the city, drunk on amaretto instead of milk, until suddenly Nikos broke the silence, and - jumping up like a wild, still insatiable with something, cat starting to corner his female cat - quickly approached Agnieszka. Without a word of protest from her, but with a single, soft "oh!" she uttered, he grabbed her by the waist, pulled her to him with a decisive movement, and glued her body to his with his loving energy, like the right glue inextricably bonding plastic to metal. He glued her, so supple, so volatile, so colorful, so unpredictable, so weak, to him, so resilient, so enduring, so monochromatic, so stable, so strong, if only it weren't for this his addiction and the creative profession he pursued. And then only madness began: first that kiss, the first, the sweetest, the most craved, the one you most await, the one when you know someone's lips aren't yet touching yours, but are getting closer, and that in a moment, that crucial moment of your lips touching will arrive. And you feel all these emotions, all this exhilaration, all the anticipation, all the celebration, all the beauty. And when this sacred moment arrives, that moment when one large, soft, crimson lipstick-red lips touches another, deep pink, natural, soft lips, then there's that excitement. And then it just turns into a passion-hungry attempt to capture one another with their lips, a dance of tongues, a mutual saliva-watering, as if in fear of being completely drained. And that's exactly what it was like for them, and a moment later, the roles reversed, and she began to take the initiative, pushing his T-shirt up ever higher, only to behold - the most wonderful thing in her opinion - the lightly tanned by the Mediterranean sun, the smooth, well-built chest of this very handsome (which was hard to deny), dark-haired Greek. Could anything better happen to her? Could she look for paradise elsewhere when it unfolded before her? Could she say she'd never been to paradise, when she'd been there so often? And not just because of his chest. And now she needed little strength to push him onto the bed with a single movement, so that he fell onto it, not like a log, but freely, softly and majestically, and he pulled her by the hand into that abbys of pleasure that was slowly opening its heavenly depths before them. So he was beneath her, seemingly overpowered but truly aware of his superiority, and she was upon him, so eager to take any action, but in reality truly completely submissive. And it only took a few moments for her to begin unbuckling the silver belt on his trousers, only to get rid this his entire pair, which seemed like unnecessary weight in this situation, revealing his black boxer shorts beneath; and for him to begin removing her dress, which concealed a black lace bra and matching panties. But the blackness of their attire, so sensual, did not symbolize any grave sadness, but, on the contrary, their sensuality and joy at this new encounter, at this momentary merging of their souls, hearts, and bodies into one organism. Thus prepared to engage in this greatest act, one that would be preceded by many small pleasures, they clung to each other like moss clings to a tree - not as parasites, but as mutual enrichment and protection. And then everything unfolded naturally. Nikos's hand on Agnieszka's beautiful, firm, young buttocks, which he ran his fingers over, feeling the overwhelming arousal, and on her wide hips that so perfectly accentuated her femininity, only to reach her bra, suddenly unclasp it, and touch her large, equally firm, juicy breasts, which at that moment simultaneously heaved and tensed in anticipation of further pleasure. And it certainly did, because no phone call or courier's knock on the door interrupted it, but it only intensified. Because how could it not be pleasure for one person to simultaneously touch these naked parts of another? How could it not be pleasure that the feeling that came to Nikos when Agnieszka began to remove his boxers shorts? When he knew what was coming next, what would happen next? He had a deep premonition of it, he believed it would happen. How could it not have been arousing when the last of her lace underwear fell off, ripped off so hastily, so feverishly, without asking her permission, much less the permission of the entire world outside the window, which at that moment held no significance for them and seemed to be asleep, immersed in a similar kind of feverish dream, full of colorful dreams? So these two bodies, just these two bodies, touched in this - so exceptional - moment, one that doesn't happen every time and doesn't happen to everyone, in this moment, a sacred celebration of life, and a celebration of their love, so undefined, undetermined, not confined to any categories, yet so intense; these two bodies brushed against each other and pulsated with passion like disco lights over which the technicians had lost complete control. Their hands intertwined, their mouths devoured each other, and their bodies craved each other so intensely that the final act had to take place between them. Finally, this role reversal had to come. Finally, she had to find herself beneath him, and he above her. Finally, they couldn't just feast on the beauty of their bodies, but had to place one body within the other, connect them, like children assembling building blocks, to create the most exquisite structure; connect them so they could burst with a spark of ecstasy, to let this supreme divine energy flow through their bodies, to experience complete delight in this act. And she was so open to him, and he so thirsty for her, that he introduced into her that his instrument of ecstasy, a sword with which he didn't fight, but with which he brought pleasure, and through which he imparted his strength, masculinity, and joy. And what they had desired from the beginning, what they had longed for for so long, what they had always secretly dreamed of, came to pass - that single moment of connection with each other through this sensual act. That one moment that changed everything in their lives each time, though in reality it changed nothing - after waking from that dream, lavishly drizzled with icing as white as snow, yet quite warm - unlike the cold snow - after waking from that dream, life continued on its old course, but they were different people. So when it happened, she let out a few impressive cries, but not the last, for this was not a deathbed, but a bed strewn with rose petals. And hearing his steady breathing above her and the low timbre of his voice in various murmurs, she immersed herself in the act with him, never wanting it to end. So it was Ecstasy herself, that Mistress of Pleasure, who compelled them to repeat this act once, twice, a third time, and perhaps even more…And when they had collapsed together, helpless, onto the bed, and -lying side by side - clung to each other like two milk-drinking cats finding a safe haven for the first time, and - uttering in Greek the awkward, barely audible, yet oh-so-significant and memorable words σε αγαπώ*, in the almost literal sense, "taken up to heaven" - they fell asleep. Meanwhile, a white dove continued to rap passionately on the window with its beak.
* se agapó (gr.) = I love you

COPYRIGHT TO THIS TEXT RESERVED. ANY COPYING OR USE OF THIS FRAGMENT WILL RESULT IN LEGAL CONSEQUENCES.
author: Emmanuelle Audre

 

Zabrania się kopiowania w części lub całości, jak również modyfikowania.  Duplication in whole or in part, or modification, disseminating, publishing, curing and exploitation in any form, by using any electronic, photographic.  Przeczytaj całość