Emmanuelle Audre literatura

FRAGMENT MOJEJ NAJNOWSZEJ KSIĄŻKI ZWIĄZANEJ Z GRECJĄ (Z TŁUMACZENIEM NA ANGIELSKI)
A FRAGMENT OF MY LATEST BOOK IN POLISH RELATED TO GREECE (WITH ENGLISH TRANSLATION)

POLISH VERSION

Tego dnia szukałam Ciebie wśród drzew cytrynowych, pomarańczowych i bananowych, Ciebie, owiniętego - jak te owoce w pachnące skórki - w beżowy sweter z szerokimi rękawami, zanurzonego w czarne spodnie, z mleczną kawą w ręce, siedzącego przy kawiarnianym stoliku z biało-niebieskim parasolem, takim typowo greckim parasolem, w barwach greckiej flagi. Lecz znalazłam Ciebie na tyłach sceny teatralnej, jednej z ciekawszych scen teatralnych w Atenach, bo sceny Narodowego Teatru Grecji, na której to scenie - obok sztuk moich ulubionych dramaturgów - Wolfganga Goethego, Antoniego Czechowa, Bertolda Brechta, nadal rozgrywano sztuki tego całego Arystofanesa, choćby tę jego „Lizystratę”, dobrze że nie „Ptaki”, ja przynajmniej tam tego nie oglądałam. Więc znalazłam Ciebie na tyłach tego właśnie teatru, nie zaś na tyłach Teatru Pallas, Teatru Artystycznego Karolosa Kouna czy Teatru Fimoniego, wszystkich równie niezwykłych, ja jednak wolałam ten Narodowy. Nie mogłabym już siedzieć w Teatrze Odeon Heroda Attyka czy Teatrze Dionizosa. A w niektórych z ateńskich teatrów wciąż uparcie rozgrywano te wszystkie dawne sztuki. A to „Ptaki” Arystofanesa, a to „Edypa” Sofoklesa, a to „Elektrę” Eurypidesa. Miałam już dość tych wszystkich ptaków, tych od Arystofanesa, które to ptaki Pisteteros przekonał, aby stworzyły wielkie miasto na niebie celem odzyskania przez nich statusu bogów; i tych zwykłych szarych gołębi, które pałętały się pod moimi nogami, kiedy tylko pojawiałam się na mieście. Tego dnia miałam na sobie satynową czerwoną sukienkę midi z kwadratowym dekoltem i kryształową biżuterię; sukienkę, której ubieranie w centrum Aten wydawało się kuriozalnym pomysłem, raz z racji tego, iż przyciągała ona wzrok zarówno pożądliwych miejscowych, jak i ciekawskich turystów; dwa z uwagi na to, że w zbytnim stopniu kontrastowała ona to z jednym, to z drugim białym, ceglanym, antycznym budynkiem i z równie antycznymi kolumnami, w stylu raz to korynckim, raz to jońskim, innym razem znów doryckim. Sukienka ta idealnie nadawała się jednak do pewnych dwóch działań. Pierwszym z nich była fotografia i film, którymi to dziedzinami tak chętnie się zajmowałeś i które tak chętnie praktykowałeś na mojej smukłej, atrakcyjnej, wysublimowanej sylwetce; drugim z nich było moje siedzenie na Twoich kolanach przy drewnianych kawiarnianych stolikach albo na niedbale rozrzuconych po mieście granatowych ławkach – lubiłeś w dotyku śliskość tej satyny, tak samo jak śliskość mojego ciała. Jednak nie to było tu najważniejsze, lecz ta duchowa więź, która zaczęła nas łączyć od pierwszego naszego spotkania w tym przypadkowym pubie. Wówczas to podszedłeś do mnie, po raz pierwszy spojrzałam w Twoje oczy, oczy czarne czernią nocy, lecz jasne światłem gwiazd, i serce zabiło mi tysiąckroć razy mocniej. Grałam niedostępną, niemiłą i niezainteresowaną Twoim towarzystwem, w istocie ciesząc się, że zwróciłeś na mnie uwagę. Nie chciałam, abyś odszedł bez mojego numeru telefonu (mimo że za miesiąc miałam wracać do Polski). Teraz jestem tu, w już nie hellenistycznej, lecz całkiem nowoczesnej Grecji, w pięknych Atenach, w środku tego tętniącego życiem miasta, które wysypuje z siebie codziennie partie turystów jak koparka piasek na budowie; które wciąga w siebie zderzeniem nowoczesnych budynków ze starymi kolumnami; które kusi przechodniów straganami z rybami i z egzotycznymi owocami; które - jakby specjalnie dla turystów, gdyż miejscowi są do tego przyzwyczajeni - chłodzi powietrze palmowymi liśćmi; które przesiąknięte jest dawnym teatrem i oratorskimi występami najznamienitszych filozofów antycznych czasów, takich jak Sokrates, Platon, Arystoteles. Teraz jestem tu też i ja, Agnieszka, skromna dziewczyna z Polski, lecz jakże urodziwa, śliczna jak ta Afrodyta, intensywnie pachnąca miłością niczym Bougainvillea swoimi fuksjowymi kwiatami, dziewczyna, czernią włosów i czarną oprawą oczów tak bardzo przypominająca Greczynki, lecz znająca język grecki tylko w stopniu komunikatywnym. Jeszcze nie jedna z nich, może kiedyś. I jesteś tu Ty, Zdobywca mojego serca, duszy i ciała, Nikos, rodowity Grek, z włosami bardziej czarnymi niż najczarniejsze greckie oliwki, z oczami, w których bezustannie odkrywam typowo grecką namiętność, z ciałem ukształtowanym tak pięknie jak ciało Apollo, a może i lepiej. Dwoje zakochanych ludzi, niewinnych jak te niebiańskie aniołki, a jednak jak bardzo owładniętych wręcz diabelskim pożądaniem, zanurzonych w tryskającym wakacyjną energią tłumie przechodniów. Wiec tego dnia szukałam Ciebie na tarasie jednej z dwóch naszych ulubionych ateńskich kawiarni - Picky Brunch & Specialty Coffee, bo tym razem nie w Usurum Brunch and Cocktails, obu kawiarni tak jasnych, tak ładnych, tak zadbanych i oferujących tak przepyszne jedzenie; a znalazłam Ciebie właśnie dokładnie na tyłach tej sceny teatralnej, gdzie często bywałeś ze swoimi międzynarodowymi znajomymi, aktorami i reżyserami teatralnymi, w trakcie prób teatralnych do ich spektakli, które - za odpowiednim wynagrodzeniem - w profesjonalny sposób fotografowałeś. Bo wszystko w Tobie było w jakiś sposób na najwyższym poziomie: Twoje umiejętności zawodowe, Twój sposób zachowania, Twoja postawa ciała, Twój chód, Twoje słowa, Twoje spostrzeżenia. Chwilami miałam nawet wrażenie, że kiedy się uśmiechasz, to tak jakbyś za każdym razem pozował do fotografii. Ale był ten jeden szczegół, ten jeden tak istotny szczegół, który gubił całą Twoją klasę: byłeś …. (to tajemnica na razie – komentarz autorki ; )). I to sprawiało, że czułam, że na ten moment jestem przy Tobie bardziej po to, aby Ci pomóc niż po to, aby być Twoją dziewczyną, chociaż oczywiście chciałam być Twoją dziewczyną, naturalnie że pragnęłam nią być, zakochałam się w Tobie od pierwszego wejrzenia. Lecz miałam wrażenie, że przez ten Twój „problem” to nie jest w pełni możliwe. To prawda, iż z każdym kolejnym dotykiem Twojej ręki na moim ciele, z każdym kolejnym Twoim soczystym zanurzeniem się we mnie, czułam się jakbyś Ty pił nektar ze mnie, a ja z Ciebie, a każda chwila wysycona była zmysłowością. Lecz jednocześnie obserwowałam, że przez ten Twój „problem” nie ma pełnego dostępu do Twojej duszy, nie ma dostępu do samego Ciebie, że Ciebie samego w tej rzeczywistości nie ma. Chciałam zmienić ten stan, dlatego postanowiłam zostać w Grecji, przy Tobie, dla Ciebie. Na długo, na stałe, na zawsze. (…)

 
PRAWA AUTORSKIE DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. WSZELKIE KOPIOWANIE CZY UŻYWANIE TEGO FRAGMENTU BĘDZIE SIĘ WIĄZAĆ Z KONSEKWENCJAMI PRAWNYMI.
autorka: Emmanuelle Audre


ENGLISH TRANSLATION

That day I was looking for you among lemon, orange and banana trees, for you, wrapped - like these fruits in fragrant peels - in a beige sweater with wide sleeves, immersed in black trousers, with a milky coffee in your hand, sitting at a cafe table with a white and blue umbrella, a typical Greek umbrella, in the colors of the Greek flag. But I found you at the back of the theatre stage, one of the most interresting theatre stages, because the stage of the National Theatre of Greece in Athens, on which stage, alongside the plays of my favourite playwrights - Wolfgang Goethe, Anton Chekhov, Bertolt Brecht - the plays of that whole Aristophanes were still being performed, even this his „Lysistrata”, good thing it wasn't „The Birds”, at least I didn't watch that there. So I found you at the back of that theatre, and not at the back of the Pallas Theatre, the Art Theatre Karolos Koun or the Fimoni Theatre, all equally extraordinary, but I preferred the National. I couldn’t now sit in the Odeon of Herodes Atticus or the Theatre of Dionysus. And some of the Athenian theatres still stubbornly continued to perform those all old plays. Aristophanes's "The Birds," Sophocles' "Oedipus," Euripides' "Electra." I was tired of all those birds, those of Aristophanes, which Pisthetaeros persuaded to create a great city in the sky in order to regain their status of gods; and those ordinary grey pigeons that underfoot whenever I appeared in the city. That day I was wearing a satin red midi dress with a square neckline and crystal jewelry, a dress that seemed like a bizarre idea to put on in the center of Athens, partly because it attracted the attention of both lustful locals and curious tourists; and because to some extent it contrasted too much with the first and then the second white brick antique building and with equally antique columns, now Corinthian, now Ionic, now Doric. This dress was perfect for two activities though. The first one was photography and film, which you were so willingly on doing and which you were so keen on practicing on my slim, attractive, sophisticated figure; the second one was me sitting on your lap at wooden café tables or on navy benches carelessly scattered around the city – you liked the slipperiness of that satin to the touch, just as the slipperiness of my body. Hovewer that wasn’t the most important thing here, but that spiritual connection that we had started to have since our first meeting in this random pub. At the time you approached me, for the first time I looked into your eyes, eyes black with the blackness of the night but bright with the light of the stars, and my heart beat a thousand times faster. I played unapproachable, unpleasant and uninterested in your company, in fact glad that you had paid attention to me. I didn’t want you to leave without my phone number (even though I was supposed to go back to Poland in a month). Now I am here, in Greece, no longer Hellenistic, but completely modern, in beautiful Athens, in the middle of this vibrant city, which daily pours out batches of tourists like a digger pours sand on a construction site; which clashes together modern buildings with old columns; which tempts passers-by with market stalls selling fish and exotic fruits; which - as if especially for tourists, because the locals are used to it - cools the air with palm leaves; which is permeated with old theatre and oratorical performances of the most eminent philosophers of ancient times, such as Socrates, Plato, Aristotle. Now I am here too, Agnes, a modest girl from Poland, but how beautiful, girl as pretty as that Aphrodite, smelling intensely of love like Bougainvillea with her fuchsia flowers, girl with her black hair and black eye frames so much resembling a Greek women, but knowing Greek language only at a communicative level. Not one of them yet, maybe someday. And here you are, the Conqueror of my heart, soul and body, Nikos, a native Greek, with hair blacker than the blackest Greek olives, with eyes in which I constantly discover a typically Greek passion, with a body shaped as beautifully as Apollo's, or perhaps even better. Two people in love, innocent like those heavenly angels, and yet so overcome by devilish desire, immersed in the crowd of passers-by spouting with holiday energy. So that day I was looking for you on the terrace of one of our two favorite Athenian cafes - Picky Brunch & Specialty Coffee, because this time not in Usurum Brunch and Cocktails, both cafes so bright, so pretty, so well-kept and offering such delicious food; and I found you just exactly behind that theater stage, where you often went with your international friends, actors and stage directors, during theater rehearsals for their performances, which - for an appropriate fee - you professionally photographed. Because everything about you was somehow at the highest level: your career skills, your behaviour, your body posture, your walk, your words, your observations. At times I even had the impression that when you smiled, it was as if you were posing for a photograph every time. But there was this one detail, this one so important detail that lost all your class: you were ... (it's a secret for now - author's comment ;)). And that made me feel that at that moment I was with you more to help you than to be your girlfriend, although of course I wanted to be your girlfriend, of course I longed to be the one, I fell in love with you at first sight, but I had the impression that because of this your "problem" it was not fully possible. It is true that with each subsequent touch of your hand on my body, with each subsequent juicy immersion of you in me, I felt as if you were drinking nectar from me, and I from you, and each moment was saturated with sensuality. But at the same time I noticed that because of this your "problem" there was no full access to your soul, no access to you yourself, that you yourself were not in this reality. I wanted to change this state, so I decided to stay in Greece, with you, for you. For a long time, permanently, forever. (…)

COPYRIGHT TO THIS TEXT RESERVED. ANY COPYING OR USE OF THIS FRAGMENT WILL RESULT IN LEGAL CONSEQUENCES.
author: Emmanuelle Audre

Zabrania się kopiowania w części lub całości, jak również modyfikowania.  Duplication in whole or in part, or modification, disseminating, publishing, curing and exploitation in any form, by using any electronic, photographic.  Przeczytaj całość