Emmanuelle Audre literatura

Dialog "Rozmowy z Mistrzem" napisałam jako nastolatka w 2001 roku. Duchowość interesowała mnie od zawsze, czytałam dużo książek odnośnie duchowości, i - jako bardzo młody i bardzo filozoficzny człowiek - próbowałam znaleźć odpowiedzi odnośnie sensu życia, istnienia Boga i miłości.

Inspiracją do napisania tego dialogu było opowiadanie o Jezusie (lub dialog) pewnego psychologa, którego znały moje koleżanki, które pokazały mi to opowiadanie/dialog. Wówczas poczułam, że potrzebuję napisać swoją rozmowę z Jezusem. Nie jest to napisane idealnie, ale wydaje mi się całkiem fajne jak na możliwości nastoletniej osoby.

Jezus ukazany tu został jako ktoś bardzo zwyczajny, bliski i przyjacielski, ale nadal jako osoba, która zachwyca i skłania do głębszej refleksji. W dialogu na pierwsze miejsce wysuwa się pytanie, czym jest miłość i w jaki sposób ją poczuć.

Kilka dni temu po modlitwie do Boga, Jezusa i Marii, przypomniało mi się, że 24 lata temu napisałam ten dialog (licząc w 2025) i postanowiłam go teraz opublikować. Widocznie jakaś dusza potrzebuje "usłyszeć" Jezusa, zwrócić się do niego i być uzdrowionym przez niego, aby rozpocząć nowe życie. I niech się tan stanie.

 

I wrote the dialogue "Conversations with the Master" as a teenager in 2001. Spirituality has always interested me, I read many books on spirituality, and - as a very young and philosophical person - I tried to find answers about the meaning of life, the existence of God, and love.

The inspiration for writing this dialogue came from a story about Jesus (or dialogue) by a psychologist known to my friends, who showed me this story/dialogue. It was then that I felt the need to write my own conversation with Jesus. It isn't perfect, but I think it's quite good as for a teenager.

Jesus is presented here as someone very ordinary, close, and friendly, yet still someone who delights and inspires deeper reflection. The dialogue centers on the question of what love is and how to experience it.

A few days ago, after praying to God, Jesus, and Maryand suddenly I remembered that I wrote this dialogue 24 years ago (count in 2025) and decided to publish it now. Apparently, some soul needs to "hear" Jesus, turn to him, and be healed by him to begin a new life. And so be it.

 

Rozmowy z Mistrzem

- Mój Mistrzu - powiedziałam kiedyś, gdy siedzieliśmy razem w niebieskiej przestrzeni boskiego pokoju. Miał takie długie, jasne włosy... Chciałabym być gwiazdą. Na niebie.

- Gwiazdą? Dobrze wiesz, że to nie ma żadnego sensu. Gwiazdy żyją tylko kilka miliardów lat. Nie są wieczne.

- Nie potrzebuję wieczności. To dobre dla męczenników .

- Mogłabyś mnie chociaż nie obrażać!

- Przepraszam, nie to miałam na myśli.

- Ale, co oznacza dla Ciebie być gwiazdą? To takie zwyczajne.

- Ja po prostu chciałabym BYĆ.

- Przecież jesteś, maleństwo.

- Wcale tego nie czuję.

- Jak to? Nie czujesz swojej ziemskości? Nie boli Cię Twoja cielesność?

- Przeszkadza.

- Cóż to, chyba nie zamierzasz się z nią rozstać?

- Nie wiem.

- Nie rozumiem takiej odpowiedzi. Przecież zwykłe „nie wiem” nic nie znaczy.

- Chciałabym być inaczej.

- I do tego potrzebne Ci światło? Zostań ze mną.

- Jestem z Tobą. Ale dążę.

- Gdzie?

- Do światła.

- Nie musisz. Ja jestem światłem. Światło narodzi się w Tobie. Dzięki mnie.

- To tylko słowa, w które wierzę. A wierzę, bo mnie tego nauczono.

- Odrzuć więc przekonania, stań się dzieckiem i poznaj wszystko od początku.

- To niemożliwe.

- Wszystko jest możliwe. Ukształtowanie ostateczne pozostaje poza granicami.

- To znaczy, że nigdy nie osiągnę?

- Czego?

- Tego, do czego dążę.

- A do czego dążysz?

- Nie wiem. Po prostu dążę. Może trochę do szczęścia. Może trochę do miłości.

- Ale przecież już to masz. Jesteś ze mną. Czy to Ci nie wystarcza?

- Nie wiem. Dążę.

- Ruch wyjdzie Ci na zdrowie, ale nie dąż. Jesteś w centrum.

- Czego?

- Wszechświata. To wystarczy. Interesuję się Tobą.

- Mną? Dlaczego?

- Warto. Wierz mi.

- Nie rozróżniam sensu. Czy sens jest ważny?

- Sens, idea, cel... to atrapa. Nie ma czegoś takiego. Właściwie nie ma niczego oprócz czystej miłości. Z niej rodzi się wszystko pozostałe, i ból, i smutek, i agresja.

- To przykre. Więc nie ma niczego?

- A co byś chciała, żeby było? To nie wyspy Bahama. Tu się mówi o poważnych sprawach. Tu się ważą losy ludzkości.

- Jesteś sędzią?

- Nie, ja tu tylko sprzątam.

- Co proszę?

- Nic. Organizuję. Organizuję filozofując. Lub na odwrót.

- I co?

- Nic. Nuda. Dzień jak co dzień.

- A Ty nie chciałbyś zostać gwiazdą?

- A czym jest gwiazda w porównaniu do Boga?

- Niczym.

- Toteż więc.

- Dlaczego?

- Dlaczego jest niczym? Bo jest.

- Czy to argument?

- A co to jest argument? Argumenty są zbędne. Liczy się przesłanie.

- Przesłanie dla świata? Więc jakie przesłanie niesie rozgwieżdżone niebo?

- Och, to bardzo proste. Rozgwieżdżone niebo mówi nam, jak wielki jest Bóg. Poprzez swoje piękno ukazuje potęgę jego mocy. Kontemplując niebo łączymy się ze Wszechświatem, a poza tym z samym jego Stwórcą.

- Czy to wielkie przeżycie?

- Nie wiem. Nie próbowałem z tej strony. Poza tym – owszem.

- Co Ty z tego miałeś?

- Z krzyża? Nic. A czy coś musiałem mieć? Satysfakcja. Miłość.

- I to wystarczy?

- Do czego? Miłość wystarczy do wszystkiego i jeszcze ponad. Trzeba tylko ją mieć, trzeba odczytać przesłanie.

- To nie jest proste.

- Nic nie jest proste. Czego się spodziewałaś?

- Dlaczego?

- Specjalnie.

- Dla mnie?

- Nie, chociaż także.

- Paradoks.

- Gdzie? Synteza. Diabeł w szczególe.

- Co proszę?

- Nic, tak mi się powiedziało.

Mistrz przeczesał ręką swoje jasne, lśniące włosy, zmrużył oczy i zagadał przyjacielsko, widząc, że milczę zadumana:

- Nu, jak tam?

A ja nic. Tylko patrzyłam w jego lśniące, zdrowe włosy, białe zęby, gładką cerę, łagodną, szczerą twarz i postawę pełną godności i pokory zarazem. Ja tylko wdychałam jego boskość. Kradłam jego świetlistość i światłość.

- No, już się tak nie napawaj moim widokiem – zażartował, patrząc na mnie nieco ironicznie.

- Ach... ja... przepraszam... – zmieszałam się.

- E tam... nie ma za co. Tylko że w tym całym zgiełku, w tej mieszaninie wydarzeń, pojęć, wartości i cudów można zapomnieć o najważniejszym.

- O Bogu.

- Si. Por supuesto.*

- Nie, o nim nie można zapomnieć. Za dużo go we Wszechświecie.

- No, w sumie ostatnimi czasy jest dosyć namacalny. Ale ostatnimi czasy ludzie skręcili trochę nie w tą stronę, w którą powinni. Żeby nie wspomnieć drugiej wojny i obozów koncentracyjnych. Co się tam wtedy działo! I pomyśleć, że ludzie ludziom zgotowali ten los. Wierzyć się nie chce. Szczęściem teraz to się wszystko powoli prostuje, krzywiąc zarazem.

- Prostuje krzywiąc? Przecież to się wyklucza.

- Tu się już nic nie wyklucza. Machina ruszyła i nie można jej zatrzymać. Zło miesza się z dobrem zbyt realnie, zbyt namacalnie i zbyt dogłębnie. To zupełnie nie na moje nerwy.

- Deus ex machina?**

- Taaa... coś w tym jest, albo będzie. Jak się zrobi totalny bałagan... to ktoś musi to posprzątać. Ale się nie zrobi. To niemożliwe. Przynajmniej ja w to nie wierzę. Za dużo jest miłości, za dużo jednostek, które dążą. Zresztą, co tu dużo gadać. Dobro i tak zwycięży, wiadomo.

Lubiłam tą jego pewność, swobodę wypowiedzi, racjonalność w niedorzeczności i wiarę. Wierzyłam w jego wiarę i stawałam się silniejsza, odporniejsza. Na ciosy.

- A Ty powrócisz?

- Nie wiem... nie wiem... W dzisiejszych czasach tylu chce mnie naśladować... Czuję się... zepchnięty na margines społecznego życia. Mało kto o mnie pamięta. A jak już pamięta, to znowu wybrzydza, komentuje, ocenia. Tu nie o to chodzi.

- Docenia.

- Tak, to też. Przynajmniej teoretycznie. W praktyce nie sądzę, żeby było tam coś z wiary. Jakieś zastanawianie się, błędne dywagacje. I po co to komu? Wierz i kochaj – wystarczy. Sądzę, ze to i tak za dużo, bo jakoś ciężko wszystkim idzie.

- Wierz i kochaj... Kochaj...

- Wyobraź sobie małą lilię wodną.. Nie to za głupie... Małą wiewiórkę. Biega po lesie, oddycha, to znaczy, ze raczej żyje, przynajmniej tak mi się zawsze wydawało. I potrzebuje. Miłości. Musi dawać ją i ją otrzymywać. To jest jedyny normalny cykl.

- Co ja mam wspólnego z wiewiórką?

- Teoretycznie nic. De facto jeśli chcesz być światłem, musisz najpierw być miłością. Jeśli zaś chcesz być miłością, to musisz wciągnąć się w ten cały system. Dajesz miłość – otrzymujesz miłość. Żyjesz szczęśliwie, wierzysz mocniej, kochasz więcej itd. Proste, nie będę tłumaczył.

- Nie chcę być usystematyzowana!

- Nikt Cię nie zmusza. To tylko przykazanie.

- Przykazanie zobowiązuje...

- A Twoje własne wnioski?

- Są takie same...

- Więc w czym problem?

- Nie było go.

- Słusznie, słusznie. Kochaj!

- Jak?

- Tak jak ja. Chociażby.

- Mam się ukrzyżować na rynku? Na iglicy czy pręgieżu?

- Wystarczy, ze zrozumiesz. Jeśli zrozumiesz, będziesz wiedziała. Albo zaczniesz. Zacznij ode mnie.

- Kochać?

- Nie... milczeć i władać szablą...

- Przecież ja Cię miłuję!!!

- Taa...

Musiałam to przemyśleć. Jego Majestat na dłuższą chwilę trochę mnie przytłoczył. Wielkość jego urosła do ogromnych rozmiarów. Zaś moja kruchość stałą się jawną.

- Czasami chciałabym nie rozumieć... – powiedziałam po chwili z głębokim namysłem.

- Ale tylko poprzez zrozumienie dochodzi się do odpowiednich wniosków

- Czy także poprzez zrozumienie dochodzi się do miłości?

- Niekoniecznie, choć też. Miłość nie wymaga zrozumienia, nie potrzebuje słów, ale podpiera się niekiedy logicznym rozumowaniem. Niekiedy ono ją rozbudza.

- Czasami wydaje mi się, że nie ma we mnie ani grama miłości...

- Bo może i nie ma...

- Ale ja chciałabym, żeby było!

- Bo przeczytałaś w książkach, że być powinno? No, jest dobra dla zdrowia. Faktycznie. Lepsze krążenie, uśmiech na twarzy i wio, przez życie! A to nie zawsze tak.

- Czasami myślę, ze jestem obojętnym na wszystko, zimnym potworem.

- Don’t worry! Każdy ma swoje złe dni.

- To nie to... To jakby piętno przeszłości...

- Zakodowany w świadomości schemat? Zbiorowy archetyp? Odwieczne pragnienie zła? Nie wierzę w to. Nie wierzę w zło. Panta rei i wszystko można zmienić.

- A jeśli ja nie czuję, kiedy kocham? A jeśli ja tego sobie nie uświadamiam?

- A to już inna sprawa. Ale to raczej niemożliwe. Szkoda, że to tak wyświechtane słowo. Można kochać psa i kochać muzykę, kochać za coś, dla czegoś, po coś... a to nie tak. Zupełnie nie tak. Prawdziwa miłość jest bezwarunkowa.

Tak, tylko jak do niej dojść? – pomyślałam. I po co? Czy to pragnienie nie powinno wypływać z głębi samego człowieka, a nie z dokonanej, wieloletniej analizy świata? Ale nie chciałam obrażać Mistrza moim niedojrzałym pytaniem. Tkwiłam w nadziei wyjaśnienia i otwartości. Umysłu, a może nawet serca.

Tymczasem zapadł wieczór. Liliowa postać Mistrza spowiła się we mgle, a brzoskwiniowe promienie jego aury przeszyły otaczającą mnie przestrzeń. Delikatny różany zapach owiał mnie wraz z wiatrem skądkolwiek. A moje ukochane gwiazdy zajarzyły się na mleczno-granatowym niebie. Usnęliśmy utuleni słodką ciszą.

A gdy pierwsze jaskrawożółte promienie słońca obudziły we mnie życie, byłam gotowa. Do rozmów. Do śmiechu. Na spotkanie z tym, co zawikłane.

grudzień 2001
* tak, oczywiście

** Deus ex machina (łac. „bóg z maszyny”, kalka językowa greckiego ἀπὸ μηχανῆς θεός (apò mēchanês theós)) – pojęcie wprowadzone do dramatu antycznego przez Eurypidesa. (…) W znaczeniu alegorycznym oznacza nieoczekiwane pojawienie się Boga. (Źródło: Wikipedia)
Conversations with the Master

“My Master, I said once, as we sat together in the blue space of the divine room. He had such long, fair hair…

“I'd like to be a star. In the sky.”

“A star? You know perfectly well that makes no sense. Stars only live a few billion years. They aren't eternal.”

“I don't need eternity. It's good for martyrs.”

“ Could you at least not insult me!”

“ I'm sorry, that's not what I meant.”

“ But what does being a star mean to you? It's so ordinary.”

“ I simply wish I WERE.”

“ You are, little one.”

“ I don't feel it at all.”

“ What do you mean? Don't you feel your earthliness? Doesn’t your physicality hurt you?”

“ Does it bother you?”

“ What, you're not planning to part with it, are you?”

“ I don't know.”

“ I don't understand such an answer. A simple “I don't know“ means nothing.”

“ I wish it were different.”

“ And for this you need light? Stay with me.”

“ I am with you. But I strive.”

“ Where?”

“ To the light.”

“ You don't have to. I am the light. The light will be born in you. Thanks to me.”

“ These are just words I believe in. And I believe because I was taught to.”

“ So throw away your beliefs, become a child, and learn everything from the beginning.”

“ It's impossible.”

“ Everything is possible. The final form remains beyond limits.”

“ Does that mean I will never achieve?”

“ What?”

“ What I strive for.”

“ And what are you striving for?”

“ I don't know. I simply strive. Maybe a little for happiness. Maybe a little for love.”

“ But you already have it. You are with me. Isn't that enough for you?”

“ I don't know. I'm striving.”

“ Movement will be good for you, but don't strive. You are the center.”

“ What?”

“ The Universe. That's enough. I'm interested in you.”

“ Me? Why?”

“ It's worth it. Believe me.”

“ I don't distinguish meaning. Is meaning important?”

“ Meaning, idea, purpose... it's a sham. There is no such thing. In fact, there is nothing but pure love. From it arises everything else, both pain, sadness, and aggression.”

“ It's sad. So there is nothing?”

“ And what would you like there to be? This isn't the Bahamas. We're talking about serious matters here. The fate of humanity is at stake here.”

“ Are you the judge?”

“ No, I'm just cleaning here.”

“ Ecxuse me?”

“ Nothing. I'm organizing. I'm organizing by philosophizing. Or vice versa.”

“ So what?”

“ Nothing. Boring. A day like any other.”

“ Wouldn't you like to be a star?”

“ And what is a star compared to God?”

“ Nothing.”

“ Therefore.”

“ Why?”

“ Why is it nothing? Because it is.”

“ Is that an argument?”

“ What is an argument? Arguments are unnecessary. It's the message that counts.”

“ A message for the world? So what message does the starry sky carry?”

“ Oh, it's very simple. The starry sky tells us how great God is. Through its beauty, it reveals the power of his power. By contemplating the sky, we connect with the Universe, and beyond that, with its Creator himself.”

“ Is that a great experience?”

“ I don't know. I haven't tried that side. Other than that – yes.”

“ What did you get out of it?”

“ From the cross? Nothing. And did I need anything? Satisfaction. Love.”

“ And is that enough?”

“ For what? Love is enough for everything and more. You just have to have it, you just have to read the message.”

“ It's not simple.”

“ Nothing is simple. What did you expect?”

“ Why?”

“ Especially.”

“ For me?”

“ No, although also.”

“ Paradox.”

“ Where? Synthesis. The devil is in the detail.”

“ Excuse me?”

“ Nothing, that's what I was told.”

The Master ran his hand through his light, shiny hair, narrowed his eyes, and said friendly words, seeing me silent and lost in thought:

“ Well, how's it going?”

And I did nothing. I just stared at his shiny, healthy hair, his white teeth, his smooth complexion, his gentle, sincere face, and his demeanor full of both dignity and humility. I only inhaled his divinity. I stole his radiance and light.

“Well, don't get so excited about the sight of me,” he joked, looking at me a bit ironically.”

“Oh... I... I'm sorry…” I was embarrassed.”

“Oh... you're welcome. But in all this commotion, in this jumble of events, concepts, values, and miracles, one can forget the most important thing.”

“God.”

“Si. Por supuesto.”*

“No, you can't forget about him. There's too much of him in the Universe.”

“Well, actually, he's quite tangible lately. But lately, people have veered a bit in the wrong direction. Not to mention World War II and the concentration camps. What was going on there then! And to think that people brought this fate upon others? It's hard to believe. Fortunately, everything is slowly straightening out now, while simultaneously distorting things.”

“Straightening while distorting things?” Those are mutually exclusive.”

“Nothing is mutually exclusive here anymore. The machine has started, and it can't be stopped. Evil and good are mixed too real, too tangible, and too profound. It's completely unsettling for me.”

“ Deus ex machina?”**

“ Yeah... there's something to it, or there will be. If it becomes a total mess... someone has to clean it up. But it won't be done. It's impossible. At least I don't believe so. There's too much love, too many individuals striving. Besides, what more can I say? Good will prevail, you know.”

I liked his certainty, his freedom of expression, his rationality in absurdity, and his faith. I believed in his faith and became stronger, more resilient. To the blows.”

“ And will you come back?”

“ I don't know... I don't know... These days, so many people want to imitate me... I feel... pushed to the margins of social life. Few people remember me. And when they do, they're nasty again, commenting, judging. That's not the point.”

“ Appreciate.”

“ Yes, that too. At least theoretically. In practice, I don't think there's any faith there. Some pondering, false speculations. And who needs that? Believe and love - that's enough. I think it's too much, because things are getting tough for everyone.”

“ Believe and love... Love…”

“ Imagine a little water lily... No, that's too silly... A little squirrel. It runs around the forest, breathes, which means it's probably alive, at least that's what I always thought. And it needs. Love. It has to give it and receive it. That's the only normal cycle.”

“ What do I have in common with a squirrel?”

“ Theoretically, nothing. In fact, if you want to be light, you must first be love. And if you want to be love, you have to get involved in this whole system. You give love – you receive love. You live happily, you believe more, you love more, etc. Simple, I won't explain.”

“ I don't want to be systematic!”

“ No one is forcing you. It's just a commandment.”

“ A commandment obliges...”

“ And your own conclusions?”

“ Are they the same...”

“ So what's the problem?”

“ There wasn't one.”

“ Rightly, rightly. Love!”

“ How?”

“ Just like me. For example.”

“ Should I be crucified in the market square? On a spire or a pillory?”

“ It's enough that you understand. If you understand, you'll know. Or you'll start. Start with me.

“ Love?”

“ Not... be silent and wield a saber...”

“ But I love you!!!”

“ Yeah...”

I had to think about it. His Majesty overwhelmed me for a long moment. His greatness grew to enormous proportions. And my fragility became apparent.

“ Sometimes I wish I didn't understand... – I said after a moment, deeply considering.”

“ But only through understanding do we reach the right conclusions.”

“ Is it also through understanding that we arrive at love?”

“ Not necessarily, though. Love doesn't require understanding, doesn't need words, but sometimes it is supported by logical reasoning. Sometimes it awakens it.”

“ Sometimes it seems to me there's not a single ounce of love in me...”

“ Because maybe there isn't...”

“ But I wish there was!”

“ Because you read in books that it should be? Well, it's good for your health. Indeed. Better circulation, a smile on your face, and off you go, through life! And it's not always like that.”

“ Sometimes I think I'm a cold, indifferent monster.”

“ Don't worry! Everyone has their bad days.”

“ That's not it... It's like a mark of the past...”

“ A pattern encoded in the consciousness? A collective archetype? An eternal desire for evil? I don't believe in it. I don't believe in evil. Panta rei, and everything can be changed.”

“ What if I don't feel it when I love? What if I don't realize it?”

“ That's another matter. But it's probably impossible. It's a shame it's such a cliched word. You can love a dog and love music, love for something, for some purpose, but that's not the case. Not at all. True love is unconditional.”

“Yes, but how do we get there? I thought. And why? Shouldn't this desire spring from deep within a person, not from a long-term analysis of the world? But I didn't want to offend the Master with my immature question. I clung to the hope of clarification and openness. Of the mind, and perhaps even of the heart.”

Meanwhile, evening fell. The Master's lilac figure was shrouded in mist, and the peachy rays of his aura pierced the space around me. A delicate rose scent wafted over me on the breeze from wherever it came. And my beloved stars glowed in the milky-navy sky. We fell asleep, cradled in sweet silence.

And when the first bright yellow rays of sunlight awakened life within me, I was ready. For conversation. For laughter. For an encounter with the complicated.

December 2001
* yes, of course

** Deus ex machina (Latin for “god from the machine,“ a calque of the Greek ἀπὸ μηχανῆς θεός (apò mēchanês theós)) – a concept introduced into ancient drama by Euripides. (...) In an allegorical sense, it denotes the unexpected appearance of God. (Source: Wikipedia)

Zabrania się kopiowania w części lub całości, jak również modyfikowania.  Duplication in whole or in part, or modification, disseminating, publishing, curing and exploitation in any form, by using any electronic, photographic.  Przeczytaj całość