Emmanuelle Audre literatura

Poniżej prezentuję moje bardzo dziwne opowiadanie, które stanie się częścią mojej eklektycznej książki „Moja muza”.

W konstrukcji będzie to zupełnie inna książka niż te, które pisałam dotychczas. W posługiwaniu się słowem będzie także unikalna, ale tego typu opis, czyli jak bełkot wariata, pojawia się w całości mojej książki „Przybytek” Kliknij w link, która to książka jest jednym długim niekończącym się monologiem.

Ten tekst został przeze mnie skanalizowany, następnie pracowałam nad nim poprzez proces analityczny.

Bohaterem fragmentu są dwie szaleńczo zakochane w sobie postacie, starsza kobieta i młodszy mężczyzna.

Więcej szczegółów na temat książki, która będzie teraz powstawać, nie mogę na razie ujawnić.

*

nie jest powiedziane to co ma być powiedziane. każdy centymetr twojego ciała ma niebiańskie znaczenie. połykam cegłę. kiedy życie będzie normalne? to są siwe włosy nie czarne, siano, włosy anielskie na głowie anioła czy na choince – to bez różnicy. ktoś pomyślał, że żyję. czy naprawdę? widziałeś mnie jako ordynarną prostytutkę, ale w teatrze. zapomniałeś o mnie na wieki, a teraz pukasz do moich drzwi. nie chcę cofnąć czasu. ogłupiłeś mnie. czy jest w tym coś sensownego? umazana w czarnym błocie. taka glinka do ciała. szukałam cię, ale to było dawno temu. a co teraz? tylko drobnoziarnisty piach, który przesypuje się przez moje palce. wydaję się samej sobie dziwna, lecz to normalne. to normalne, że umieram, chociaż oddycham. nie jeżdżę tramwajami, bo są za krótkie i zbyt granatowe. ten kolor razi mnie po oczach. a ty wybierasz żółte metro. kawa została tam wylana. co dalej? nic. nic, tylko i aż nic. i nić, która snuje się od początku, ale nie ma końca. nić ariadny. miłość to fikcja. czytałam o niej w jeszcze gorących gazetach. kochałam cię, lecz pomyliłam drzwi. wszystkie moje roztrzaskane marzenia. nie zostało już nic oprócz nóg ważki. lecz ty dalej idziesz do przodu. słusznie: sens jest tam, gdzie go nie ma, a bezsens jest tam, gdzie jest sens. szukajcie, a znajdziecie. ona tego chce. zagubiona, smutna, wrażliwa. ona zawsze będzie to mieć. bo dla niej jest proste to mieć. mieć ciebie. ja nigdy nie będę tego mieć. choć w jakiś sposób muszę to mieć. mieć ciebie. rozszarpują cię ludzkie czarne kruki, tną cię na kawałki. próbujesz się schronić, choć jednocześnie do nich wychodzisz. czy jest sens żyć po to, aby przypodobać się komukolwiek? ja siadam na moim krześle. to jest moje drewniane błękitne krzesło. pożyczyłam je z teatru. więc siadam na moim krześle. a za oknem widzę jaskółki i mówię do siebie: po co one tu teraz? teraz, kiedy ja siadam na tym krześle i próbuję przemyśleć ciebie i siebie. próbuję wymyślić nas na nowo. próbuję odnaleźć swoje życie, choć nie odnajduję niczego. żarty się skończyły. więc czas i z tym skończyć. ale z czym, skoro nic nie ma końca, bo wszystko jest wieczne. nie nudzi się tobie ta zabawa? z nudów palę angielską fajkę, królewską, nie wiedziałeś? fajkę wypchaną do pełna makówkami, tak jak miś wypchany jest do pełna trocinami. nie podoba ci się nasza relacja? nie wspominałeś mi o tym. wiem, to Cię boli. w twoich oczach widziałam cierpienie. zraniłam cię. a może to nie byłam ja? a może to byłam taka ja, której nie chcę znać? co powiesz na filiżankę gorącej herbaty earl grey? też lubisz smak bergamotki? tak, teraz, zapraszam cię, czy mnie słyszysz? ale nie przyjdziesz do mnie, ja to wiem. przyjdą do mnie tylko twoje nieme kroki. twoje ślady twoich brudnych bosych stóp odbite na mojej czystej jasno-drewnianej podłodze. dla ciebie ją umyłam. zapomniałeś? przewróciłeś moje wiadro z wodą w swoich myślach. uważasz, że miłość to jest zabawa? nie poprawiaj już fryzury, ta była tak dobra. wszystko było tak dobre, nasze życie wydawało się tropikalnym rajem. leżeliśmy obok siebie, objąłeś mnie swoim silnym ramieniem. położyłam głowę na twojej klatce piersiowej, a potem to zrobiliśmy. dlaczego pytasz mnie, co zrobiliśmy? zrobiliśmy to wtedy, kiedy nagle za oknem zawył wiatr, ten przenikliwy wiatr. pamiętasz te odgłosy jak z „ptaków” hitchcocka? myślałeś wtedy, że zagramy razem w teatrze. ale nie, ten nasz akt miłosny był najlepszym spektaklem, najczystszą prawdą, największym zjednoczeniem się. no i co z tego, że zaraz potem zwymiotowałeś? to po tym starym, żółtym serze. nawet myszy nie chciały go jeść. położyłam pułapkę na myszy na podłodze, a ty zjadłeś ser z podłogi. ukradłeś go myszom, a one były głodne. lampa zgasła. a ty patrzyłeś mi prosto w oczy, których nie widziałeś. lecz ja widziałam twoje hipnotyzujące oczy, bo żarzyły się one jak oczy kota pełnego pożądania. lecz nie pochyliłeś się nade mną. wtedy ściana zgasła. ściana nie może zgasnąć, mówisz, to nie jest światło. a ja ci mówię, że wtedy ściana zgasła. różowa ściana. która teraz jest szara. pukasz się w głowę. czy chcesz sprawdzić, czy twoja głowa jest pusta? jest pełna śmieci, mówię ci, że nie może być pusta. śmieci mam też w domu. no i co z tego? trzymam w domu śmietnik śmietnika ze śmietnikiem razem wziętym. paranoja. życie to rodzaj paranoi. nie wiedziałeś? czyli jest coś, co przegapiłeś w życiu. ale wróćmy do tego sensualnego, ale czy sensownego, aktu. potem całowałeś mnie namiętnie, a ja rozpuściłam się w tobie. rozpuściłam się w tobie jak łyżeczka rozpuszczalnej arabiki w formie twojego ulubionego expresso, rozumiesz? nie, nic nie rozumiesz. byłam jak zimny lód, lecz stałam się lodem gorącym. nie potrzebuję tłumaczyć ci niczego. to nie jest żaden chwyt. nie znam chwytów gitarowych. ale o co ci chodzi? znowu się kłócisz po nocach? lecz czy to jest noc czy dzień? ja widzę tylko szarość. czy ktoś zapraszał cię do rozmowy? nie wybrałeś mnie, choć chciałeś mnie wybrać. a teraz umierasz sam na nędznym pastwisku życia. czy jesteś jak koń? głupie pytanie, ale to nie ja je zadałam. ludzie to szaleńcy. a ja jestem jak manekin. i trzymam ciebie w starej szafie jako eksponat z XIX wieku. raz mi z niej wypadłeś. za ciężki jesteś. jak rzeźba z brązu, a miała być z gliny. ale złapałam cię w porę. ty tak lubisz te skoki. nie chcę, abyś upadł. no i znów ktoś pukał do drzwi. przeszkadzają nam. nie, to urojenie. w tej wiosce nie ma żywej duszy. lecz czy słyszałeś ten dźwięk? to pianino, ale dlaczego ono gra, skoro ty na nim nie grasz? to wyniosły beethoven czy złowieszczy bach? to preludium do czegoś straszliwego czy do czegoś pięknego? powiedz mi, powiedz mi to natychmiast! przecież ja tobą nie szarpię. gapisz się. ale czemu się tak na mnie gapisz? to pomyłka. gapisz się na moją twarz skażoną trądem, a dla ciebie tak piękną. lubisz takie zepsute kobiety, prawda? dać ci lustro? tam zobaczysz cztery diabły i trzy anioły. to jest szalone, wiem – ktoś tak powiedział. nienawidzę teatru – wspomniałeś, lecz co tydzień szedłeś na spektakl. bo ja wolę muzykę – oznajmiłeś mi. to jest chore – odpowiedziałam. chory to jest ten świat - powiedziałeś ze złością, a potem zamilkłeś na wieki. ale kochałeś się ze mną każdej gwiaździstej nocy, tym samym spełniając swój obowiązek przypadkowego kochanka – znalazłam cię na ulicy. siedziałeś koło śmietnika na przystanku autobusowym ze słuchawkami w uszach. po co pan słucha tej głupiej muzyki? - zapytałam cię wtedy ze natarczywie. a ty uśmiechnąłeś się i powiedziałeś: bo ja to kocham. i od tej pory szaleńczo kochałeś także mnie przez to moje głupie pytanie. to było tak proste. udawałam, że nie chcę, abyś ze mną został. ale w rzeczywistości było to jedynym, czego pragnęłam. jednak wszystkie koty tańczyły za ręce w kółku, a potem zdechły. nie wierzyłeś mi w tę historię, a przecież ja zawsze mówię prawdę. dzwonek do drzwi pękł. nic już nie dzwoni, nikt. Ale proszę zadzwonić na infolinię. lecz to nie jest s… telefon. to jest infolinia dusz. czy ktoś żąda czegoś od nas? oni. chcą pieniądze. pogłupieli. jacy oni? cały świat. a ty czego chcesz? wiem, do końca życia chcesz jedynie kochać się ze mną. jestem już za stara. mam 50 lat, nie mówiłam ci tego wcześniej? a ty masz 34 lat, wyszeptałeś mi to do ucha. muchomory mogą być tak słodkie w smaku, nie sądzisz? 16 lat różnicy w wieku między nami i co ty na to? nie wyglądam na kleopatrę, a ona to ma. stoczyłam się na dno dna, na dno den, na dniste dno przez ciebie. z dniem, w którym odszedłeś ode mnie zerwałam z drzew sople lodu i pokryłam swoje ciało karmazynowymi szramami. nie umiałam inaczej.

Emmanuelle Audre, "Moja Muza", 01/01/2026 (około godziny 1 w nocy)

Prawa autorskie zastrzeżone.


*


Below, I present my very strange short story, which will become part of my eclectic book "My Muse."

In structure, it will be a completely different book than those I've written before. It will also be unique in its use of words, but this type of description, like the ramblings of a madman, appears throughout my book "Przybytek" Click the link, which is one long, endless monologue.

I have channeled this text below and then worked on it through an analytical process.

The protagonists of this fragment are two characters, an older woman and a younger man, who are madly in love with each other.

I cannot reveal more details about the book, which is currently being written.

*

what needs to be said isn't said. every inch of your body has a heavenly meaning. i'm swallowing a brick. when will life be normal? these are gray hairs, not black, hay, angel hair on an angel's head or on a christmas tree - it doesn't matter. someone thought i was alive. really? you saw me as a vulgar prostitute, but in the theater. you forgot about me forever, and now you're knocking on my door. i don't want to turn back time. you've fooled me. is there any sense in this? smeared in black mud. like body clay. i looked for you, but that was a long time ago. and what now? just fine-grained sand that slips through my fingers. i seem strange to myself, but it's normal. it's normal that i'm dying, even though i'm breathing. i don't ride trams because they're too short and too navy blue. that color hurts my eyes. and you choose the yellow metro.the coffee was spilled there. what next? nothing. nothing, so much and yet nothing. and a thread that spun from the beginning, but has no end. ariadne's thread. love is fiction. i read about it in newspapers that were still hot. i loved you, but i went to the wrong door. all my shattered dreams. there's nothing left but dragonfly legs. but you keep moving forward. rightly so: meaning is where there is none, and meaninglessness is where meaning is. seek and you will find. she wants it. lost, sad, vulnerable. she will always have it. because for her, it's simple to have it. to have you. i will never have it. even though somehow i have to have it. to have you. human black crows are tearing you apart, cutting you to pieces. you try to hide, even though you're also reaching out to them. is there any point in living to please anyone? i sit in my chair. this is my wooden blue chair. i borrowed it from the theater. so i sit in my chair. and outside the window i see swallows and i say to myself: why are they here now? now, as i sit in this chair and try to rethink you and myself. i'm trying to reinvent us. i'm trying to find my life, though i find nothing. the jokes are over. so it's time to end it. but what, since nothing has an end, because everything is eternal. aren't you bored with this fun? out of boredom, i smoke an english pipe, a royal one, didn't you know? a pipe stuffed full of poppy heads, like a teddy bear stuffed full of sawdust. don't you like our relationship? you didn't mention it to me. i know, it hurts you. i saw suffering in your eyes. i hurt you. or maybe it wasn't me? or maybe it was the me i don't want to know? how about a cup of hot earl grey tea? do you also like the taste of bergamot? yes, now, i invite you, can you hear me? but you won't come to me, i know that. only your footsteps, your silent footsteps, will come to me. your dirty barefoot footprints imprinted on my clean, light-colored wooden floor. i washed it for you. did you forget? you knocked over my bucket of water in your thoughts. do you think love is fun? don't fix your hair anymore, it was so good. everything was so good, our life seemed like a tropical paradise. we lay next to each other, you wrapped your strong arm around me. i laid my head on your chest, and then we did it. why are you asking me what we did? we did it when the wind suddenly howled outside the window, that piercing wind. remember those sounds like something out of hitchcock's "the birds"? you thought we'd be performing together in the theater. but no, our act of love was the best spectacle, the purest truth, the greatest union. so what if you threw up right afterward? it was because of that old, yellow cheese. even the mice wouldn't eat it. i put a mousetrap on the floor, and you ate the cheese off the floor. you stole it from the mice and they were hungry. the lamp went out. and you were looking straight into my eyes, which you couldn't see. but I saw your hypnotic eyes, smoldering like a cat filled with lust. but you didn't lean over me. then the wall went out. the wall can't go out, you say, it's not the light. and i tell you, then the wall went out. the pink wall. which is now gray. you knock on your head. do you want to check if your head is empty? but it's full of garbage, i tell you, it can't be empty. i have garbage at home too. so what? i keep a trash can of garbage and garbage cans in my house. paranoia. life is a kind of paranoia. didn't you know? so there's something you've missed in life. back to this sensual act, sensible, though? then you kissed me passionately and i dissolved in you. i dissolved in you like a teaspoon of instant arabica in the form of your favorite espresso, do you understand? no, you don't understand. i was like cold ice, but i've become hot ice. i don't need to explain anything to you. this isn't a trick. i don't know guitar chords. but what's your point? you're arguing at night again, but is it night or day? i only see gray. did anyone invite you to talk? you didn't choose me, though you wanted to choose me. and now you're dying alone in the miserable pasture of life. are you like a horse? a stupid question, but I wasn't the one who asked it. people are crazy. and i'm as a mannequin. and i keep you in an old wardrobe as a 19th-century exhibit. you fell out once. you're too heavy. like a bronze sculpture, and it was supposed to be clay. but i caught you in time. you love these jumps so much. i don't want you to fall. and someone's knocking on the door again. they're disturbing us. no, it's a delusion. there's not a soul in this village. but did you hear that sound? it's a piano, but why does it play if you don't play it? is this a haughty beethoven or a sinister bach? is this a prelude to something terrible or something beautiful? tell me, tell me this right now! i'm not trying to torment you. you're staring. but why are you staring at me like that? it's a mistake. you're staring at my face, tainted with leprosy, yet so beautiful to you. you like such spoiled women, right? give you a mirror? there you'll see four devils and three angels. it's crazy, i know – someone said so. i hate the theater – you mentioned – but you went to a performance every week. because i prefer music – you told me. it's sick – i replied. this world is sick – you said angrily, and then fell silent forever. but you made love to me every starry night, thereby fulfilling your duty as a casual lover – i found you on the street. you were sitting next to a dumpster at the bus stop with your headphones in. why are you listening to that stupid music? i asked you insistently. and you just smiled and said, "because i love it." and from then on, you loved me madly because of my stupid question. it was so simple. i pretended i didn't want you to stay with me. but in reality, it was the only thing i wanted. yet all the cats danced in a circle, holding hands, and then they died. you didn't believe my story, and yet i always tell the truth. the doorbell broke. nothing rings anymore, no one. but please call the hotline. but this isn't a phone s__. this is a soul hotline. is someone demanding something from us? they. they want money. they have lost their minds. what are they? the whole world. and what do you want? i know, all you want for the rest of your life is to make love to me. i'm too old. i'm 50, haven't i told you this before? and you're 34, you whispered it in my ear. toadstools can taste so sweet, don't you think? 16 years of age difference between us, and what do you think? i don't look like cleopatra, but she does. i sank to the bottom of the bottom, the bottom of all bottoms, the bottommost bottom because of you. the day you left me, i tore icicles from the trees and covered my body with crimson scars. i couldn't do it any other way.

Emmanuelle Audre, "My Muse", 01/01/2026 (around 1 a.m.)

Copyright reserved.

Zabrania się kopiowania w części lub całości, jak również modyfikowania.  Duplication in whole or in part, or modification, disseminating, publishing, curing and exploitation in any form, by using any electronic, photographic.  Przeczytaj całość