Emmanuelle Audre moda, stylizacja, projektowanie ubrań, kosmetyki

26 lipca 2020

Dlaczego sukienki? - czyli o czym jest ten blog


Skąd wziął się pomysł na stworzenie bloga o modzie, stylizacji, projektowaniu ubrań i kosmetykach? Pomysł zrodził się bardzo dawno temu. Mój pierwszy post powstał w 2013 roku na blogspot, na którym to blogspocie umieściłam też wówczas kilka moich rysunków projektów kostiumów teatralnych. (Teraz te projekty będą dostępne w innej formie – w formie albumu, być może tylko < jak wiele moich projektów, z którymi możesz zapoznać się na mojej stronie> w 1 sztuce dla 1 odbiorcy). Na krótko potem zaprzestałam publikacji. Jeśli chodzi o obecnego bloga, to postanowiłam poprowadzić go w nieco innym kierunku niż poprzedni tzn. pobawić się w przeglądanie mojej szafy ubrań, głównie sukienek, gdyż na ich punkcie szaleję, a także w ocenianie naturalnych kosmetyków, których używam, jak również w pisanie krótkich refleksji filozoficznych o modzie, a dopiero w przyszłości, kiedy to nastąpi w moim życiu odpowiedni moment ku temu, chciałabym wrócić do tematu projektowania mody, który – podobnie jak stylizacja ubrań – szalenie mnie interesuje, ale zupełnie nie znajduję czasu, aby go zgłębiać, choć w planach mam naukę rysunku żurnalowego.

Dlaczego sukienki? Dlaczego ten blog będzie dotyczył głównie sukienek? Zacznę może od tego, że sukienki silnie kojarzą mi się z kobiecością, którą to kobiecość każda kobieta odkrywa w różnym wieku, w różny sposób. Kiedy i mi się to przytrafiło, kiedy nagle zrozumiałam, że w sukience czuję się piękna, delikatna, zmysłowa lub też erotyczna, prowokująca, przyciągająca – jednym słowem atrakcyjna, często również elegancka, zrozumiałam, że ten kawałek materiału o specyficznym kroju, nazywany sukienkę, zasila moją kobiecość, a w zależności od wzoru, koloru, rodzaju materiału – definiuje on charakter mojej kobiecości. Dawniej często chodziłam w spodniach, zwłaszcza na studiach, gdzie bardziej skupiałam się na tym, aby siedzieć z nosem w książkach i brać udział w interesujących dyskusjach (co jest niezwykle ważne, aby to robić, a co się obecnie porzuca z braku czasu i z natłoku różnych obowiązków). Jednak przyszedł moment, kiedy zauważyłam, że to, że noszę sukienki, daje mi poczucie dodatkowego piękna i poczucie własnej wartości (które i tak mam w sobie, niezależnie od posiadania sukienek i poczucie piękna i wartości kobiety nie powinno wynikać z żadnej rzeczy, którą kobieta posiada – to jest, w mojej opinii, podstawa życia). Skoro zaś kawałek materiału, zwanego sukienką, można nabyć już za 1-5zł w sklepie z używaną odzieżą i często jest to taki kawałek materiału, że lepszego nie dostanie się w zwyczajnym sklepie, więc dlaczego by nie zacząć podkreślać tej kobiecości, ubierając się w sukienki każdego dnia, po to, aby czuć się lepiej ze samą sobą, zakładając do tego wspaniałą biżuterię, którą notabene też można kupić często za grosze, a potrafi być przecudowna?  Obecnie niezamożność nie przeszkadza w żaden sposób w podkreśleniu swojej kobiecości.
W ciągu kilku lat moja szafa rozrosła się w znacznej mierze i obecnie, w lipcu 2020 roku, liczy pokaźną ilość sukienek letnich, sukienek wiosenno-jesiennych (ciepłych, ale nie grubych, z długim rękawem), sukienek zimowych i spódniczek, w których to ubraniach można przebierać w nieskończoność, tworząc z nich niezliczone kompozycje. Przy czym ta kolekcja niekoniecznie będzie poszerzana. W innym przypadku to mogłoby się nigdy nie skończyć. Mogłabym mieć miliony sukienek i musiałabym chyba kupić magazyn, aby mieć je gdzie składować! Więc na dłuższą metę pokaźne kolekcje wydają się nie mieć sensu  – trzeba znaleźć gdzieś punkt zatrzymania, chociaż każda sukienka absorbuje uwagę i trudno nie ulec pokusie. Co najwyżej te sukienki będą wymieniane, bo ubrania niszczą się i starzeją. Są wśród nich niesamowite sukienki i spódniczki z second handu, są nowe sukienki i spódniczki w korzystnej dla mnie cenie. Warto w tym miejscu zauważyć, że obecnie niektóre sukienki nie są warte swojej ceny. Materiał, z którego są wykonane, pozostawia wiele do życzenia i jest sztuczny. Ich produkcja nie jest kosztowna, często jest ona ulokowana w krajach trzeciego świata, natomiast całą marżę zgarnia producent i sprzedawca. Nie ma zresztą co ich za to „winić”. Każdy  sprzedawca chce zarobić i ustala cenę optymalną względem tego, ile jest wart dany towar  i ile sprzedawca chce na nim zarobić. Nie mniej trzeba tu zaznaczyć, że są takie sukienki, których wartość może być zgodna z ich jakością, zwłaszcza, jeśli są to kolekcje projektowane przez indywidualnych projektantów. Sukienki po kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy, zamawiane u najlepszych projektantów, jak najbardziej taką cenę mieć muszą. Nie wyobrażam sobie, aby było inaczej.

Tak więc sukienki od pewnego czasu odgrywają w moim życiu ogromną rolę. Przy czym nie muszę czekać aż do lata, aby założyć jakąś sukienkę, gdyż w zimie też noszę miękkie, wełniane sukienki, a do tego wysokie skarpetki czy wysokie buty. Przez cały rok zatem czuję się kobieco, zmysłowo, delikatnie, pięknie i atrakcyjnie – dla samej siebie. Jeśli przy okazji jest to atrakcyjne dla kogoś z zewnątrz, dla mężczyzn bądź dla innych kobiet, jest to miłym akcentem, jednak dla mnie nie ma to większego znaczenia, nie żyję bowiem po to, aby się komuś przypodobać, tylko po to, aby dobrze czuć się ze samą sobą w życiu i realizować swoją Duszę. Wtedy tylko jest to autentyczne. I wtedy tylko może to być zauważone. I ewentualnie docenione.
Tak jak już wspomniałam sukienki określają nasz charakter, a właściwie nadają go nam. Wbrew pozorom jest to wiadome, ale jak często rzeczywiście świadomie kreujemy swój charakter poprzez użycie odpowiedniego koloru sukienki, kroju, długości, wzoru itd.? A cały czas jesteśmy w określony sposób odbierane przez nasze otoczenie, jak się można domyślić, głównie przez mężczyzn, ale także przez inne kobiety. Podam przykład: wybierając się na pierwsze spotkanie z jeszcze nieznanym chłopakiem, nigdy nie założyłabym jednej z dwóch moich czerwonych, dyskotekowych sukienek, w tym jednej z lekkim brokatem, malując dodatkowo usta na czerwono. Sądzę, że uznałby mnie wówczas za niepoważną, rozrywkową dziewczynę, która szuka ekscesów i choć wyglądałabym atrakcyjnie, nie pojawiłby się na kolejnym spotkaniu. Jeśli byłby to chłopak, który nie wpadłby mi w oko po zdjęciu, ale którego chciałabym poznać w celach koleżeńskich, nie ubierałabym również na spotkanie swojej najlepszej, zmysłowej, delikatnej sukienki, eksponującej nogi, z przepiękną kolią ozdób na biuście, bo po co dodatkowo kusić kogoś, na kim nam specjalnie i tak nie zależy, ściągając sobie na głowę czyjąś adorację i często, za tym idące, dodatkowe kłopoty. W takim przypadku wybrałabym jakąś skromną, ale elegancką kreację. Natomiast gdyby był to ktoś, na kim czułabym, że mi zależy, ubrałabym coś romantycznego np. sukienkę w serduszka czy w kropeczki, najlepiej eksponującą nogi i biust, ale w granicach normy, obowiązkowo z korespondującą z nią biżuterią, raczej tą bardziej wystawną. Na pewno w takim przypadku, w przypadku chęci podobania się komuś i wyeksponowania swojej kobiecości na spotkaniu, byłoby nie tyle błędem, co nierozważnością ubranie np. długiej do ziemi, zielonej sukienki w kratę, z guzikami zapinanymi pod samą szyję. Chociaż oczywiście z jednej strony sama osobowość kobiety może budzić u mężczyzny wystarczające zainteresowanie, może się zdarzyć, że całkiem zakryta kobiecość stanie się tajemnicza i przez to atrakcyjna. Z drugiej strony jednak takie całkowite zakrycie własnej zmysłowości, może nie przyciągnąć. W przypadku kobiecości bowiem nie jest dobre ani całkowite jej eksponowanie, ani też nadmierne jej ukrywanie. Zresztą – ostatecznie należałoby tak dobierać sukienki, aby czuć się dobrze i w zgodzie ze samą sobą. Ale to już temat na osobny artykuł.

Sukienki wpływają również na nasz nastrój. Ja osobiście prawie nigdy nie noszę czarnych sukienek. Mam jedną letnią sukienkę czarną z diamencikami i wkładam ją tylko wówczas, jeśli pogoda jest pochmurna, smutna. Dopasowuję bowiem sukienki do nastroju i do pogody i też kreuję swój nastrój odpowiednimi kolorami sukienek. Przykładowo, jeśli jest bardzo silne słońce, wybiorę sukienkę o bladych barwach, różową, białą, jasnoniebieską etc. Jeśli słońce jest słabsze, za chmurami, lub pada deszcz, decyduję się na intensywnie nasycone inne np. czerwony lub żółty, aby dodać sobie energii. Jeśli mimo tego, że jest środek lata, jest trochę chłodno, zakładam do sukienki marynarkę, którą to marynarką tonuję lub podbijam kolor, który mam na sobie. Ale to także temat na osobny esej.
Mam nadzieję, że w tym wpisie wstępnym nakreśliłam ogólnie, dlaczego kocham sukienki, dlaczego tak silnie wiążą się one moim zdaniem z kobiecością i dlaczego lubię „manewrować” sukienkami, starając się każdego dnia założyć na siebie inną sukienkę, tak aby danego dnia sprawić sobie jak najwięcej przyjemności. I to właśnie samej sobie, gdyż dużo czasu spędzam w domu, pracując i to, w jakiej sukience jestem danego dnia i w jakiej biżuterii ma znaczenie tak naprawdę tylko dla mnie samej i dla mojego samopoczucia danego dnia.

Zachęcam Was do tego, aby zanurzyć się w świat sukienek i codziennie poprawiać sobie nimi nastrój! Zapraszam również do czytania postów na moim blogu!

Emmanuelle Audre

Zabrania się kopiowania w części lub całości, jak również modyfikowania.  Duplication in whole or in part, or modification, disseminating, publishing, curing and exploitation in any form, by using any electronic, photographic.  Przeczytaj całość