Emmanuelle Audre malarstwo

Malarstwo Józefa Mehoffera

Będąc w Krakowie w sierpniu 2020 roku udało mi się trafić do miejsca, w którym nigdy nie byłam, choć wydawałoby się, że powinnam je zauważyć, jednak tak się nie stało. To miejsce to Dom Józefa Mehoffera – oddział Muzeum Narodowego, mieszczący się przy ulicy Krupniczej 26. Możesz go zobaczyć na stronie muzeum Kliknij w link Ten dom, zwany też Pałacem pod Szyszkami, to nie tylko miejsce, w którym mieszkał Mehoffer, wypełnione jego autentycznymi meblami, lecz również muzeum jego twórczości, w którym znajdują się jego obrazy olejne, witraże, grafiki, rysunki, projekty dekoracyjne. Z tyłu domu znajduje się zaś przepiękny ogród, zaprojektowany przez Mehoffera i przypominający ten, w którym się przechadzał. Józef Mehoffer urodził się w 1869 roku, zmarł w 1946 roku. Nie każdy wie, że był uczniem Jana Matejki. Jest uznawany za jednego z najwybitniejszych artystów Młodej Polski. Więcej o życiu Mehoffera przeczytasz chociażby tutaj Kliknij w link

Ostatnio preferuję malarstwo współczesne od dawnego, to tak w przeciwieństwie do teatru, bo tam jednak wolę spektakle dawne od nowoczesnych, jednak muszę przyznać, że zarówno tematyka, jak i artystyczne wykonanie prac plastycznych przez Józefa Mehoffera, zachwyciło mnie i pozwoliło mi uplasować go wśród naprawdę uzdolnionych artystów oraz z wielką przyjemnością polecać jego prace do obejrzenia. Poniżej przedstawiam swoją interpretację trzech obrazów Mehoffera, które miałam możliwość podziwiać w Domu Mehoffera i które mnie zainteresowały oraz interpretację dwóch innych jego prac, które obejrzałam w Internecie. Obrazy Mehoffera można obejrzeć tutaj Kliknij w link lub tutaj Kliknij w link

Zacznę od obrazu Św. Teresa z Lisieux. Obraz ten, olej na płótnie, pochodzi z 1929 roku. Jest to obraz dość duży, ale nie znam na ten moment jego dokładnych wymiarów i - jak sam tytuł wskazuje - została na nim przedstawiona Św. Teresa z Lisieux. Jest to francuska karmelitanka bosa, która bardzo chciała wstąpić do zakonu i zostać świętą, z czym wiązało się wiele obowiązków i wyrzeczeń. Swoje przeżycia i cierpienia opisała w książce „Dzieje duszy”, z którą to książką można się zapoznać na przykład tutaj Kliknij w link http://floscarmeli.pl/zalaczniki/911882_dzieje_duszy_krytyczne.pdf Mi brakuje słów, aby przedstawić to, co czuję i myślę, kiedy patrzę na ten obraz. Łagodna, pełna oddania, ufna twarz kobiety wznosi ręce, w których trzyma czerwone i białe kwiaty (wydaje mi się, że róże, ale mogę się mylić), w kierunku stóp Jezusa Chrystusa rozpiętego na krzyżu, po to, aby chociaż w ten sposób naddać lekkości jego męce, wyrazić swoją obecność i oddanie. Jest ona ubrana w powłóczystą, białą szatę i czarny habit. Myślę, że gdyby w całości była ona ubrana w czarny habit, wówczas obraz straciłby na wartości kolorystycznej. Istotnym elementem jest tu także biała aureola wokół jej głowy. Św. Teresa z Lisieux znajduje się w otoczeniu pięciu aniołów w białych szatach (jeden u góry po lewej stronie obrazu jest niemalże niewidoczny), aniołów o wręcz nieziemsko barwnych skrzydłach, jak pawie pióra. Aniołowie również trzymają w rękach róże, które w tej całej tragicznej sytuacji beztrosko rozsypują się po ziemi, dla mnie symbolizując, miłość, radość, nowe życie. W kontraście do tego, z lewej strony obrazu, pojawia czaszka jako symbol śmierci, przemijania, cierpienie. To, co mnie najbardziej uderzyło w tym obrazie to jego kolorystyka, zwłaszcza czerwień róż i wielobarwność anielskich skrzydeł, a także tło, ni to błękitne, ni to białe, ni to różowe, w kontraście z jasnobrązowym piaskiem, które to kolory sprawiają, że obraz aż emanuje barwami, a zatem emanuje również swoim przekazem. Dla mnie ten przekaz to pokazanie na przykładzie Teresy z Lisieux, że warto, nie tyle okazać Jezusowi współczucie w jego sytuacji, gdyż wtedy wchodzimy od razu na niższe wibracje energetyczne, co objąć tę sytuację, która autentycznie miała miejsce, wszechogarniającą miłością, wdzięcznością i ufnością, dla tego, co musiało się stać, po to, żebyśmy my mogli stawać się lepszymi, czystszymi wewnętrznie, prawdziwszymi wobec siebie i świata, ludźmi. Jednocześnie anioły, które posiadają tak barwne i tak piękne skrzydła, którego to rodzaju skrzydła anielskie widzę pierwszy raz w życiu, są dla mnie symbolem nadziei i wiecznej obecności wśród nas tychże właśnie aniołów, które - poproszone - chętnie nam pomagają. Dla mnie ten obraz to głęboka emanacja duchowości i miłości - kiedy go zobaczyłam, zachwyciłam się nim. Nie znam wielu obrazów przedstawiających świętych, ale już teraz myślę, że - w zestawieniu z innymi obrazami - ten obraz zająłby pierwsze miejsce. Oprawiony w złotą ramę, dużych rozmiarów, robi wspaniałe wrażenie.


 
Józef Mehoffer
Św. Teresa z Lisieux
Dom Józefa Mehoffera
fotografia Emmanuelle Audre
 
Kolejnym obrazem, który zdecydowałam się wybrać, z wielu obrazów Mehoffera do tej krótkiej analizy i interpretacji, jest obraz „Wnętrze dworku artysty w Jankówce (Kwiaty imieninowe)”, prawdopodobnie z około 1915 roku, akwarela. Obraz utrzymany jest w jednolitej kolorystyce od bieli po różowości aż po brązy, z delikatnym dodatkiem odcieni żółci, pomarańczowego, niebieskiego. Jak dla mnie ten obraz, tak niepozorny, jest bardzo ciekawy. Z pozoru wydaje się banalny – przedstawiono na nim, jak się wydaje, fragment pokoju z komodą, stolikiem i ławką, ale może być to też fragment korytarza. Niestety nie znam wnętrza dworku artysty. W każdym bądź razie na tym obrazie na pierwszym planie wybijają się różnokolorowe kwiaty z przewagą czerwonych, skontrastowane z białymi, otwartymi drzwiami, za którymi jednak nie widać, co jest dalej. Również sam tytuł sugeruje, że uwaga oglądającego obraz mogłaby skierować się na kwiaty, są to kwiaty imieninowe. Kwiaty są symbolem uczuć, imieniny zaś dniem uroczystym, pełnym radości i takim, w którym solenizanta otacza się ciepłymi uczuciami. Wbrew pozorom więc obraz ten nie jest zwykłym przedstawieniem architektury wnętrza, choć i w tym zakresie jest ciekawy, jest to obraz emocjonalny, poprzez który Mehoffer - w mojej interpretacji - chciał uwiecznić nastrój radości, który zapanował w jego życiu, cieszył się bowiem otrzymanymi kwiatami – wyrazem zainteresowania otoczenia jego osobą, a być może jego intencją było też podzielenie się tą swoją radością ze wszystkimi, którzy ten obraz później obejrzą, jako że nie mógł po prostu wrzucić zdjęcia kwiatów z odpowiednim komentarzem w media społecznościowe. Mi osobiście podoba się ten obraz dlatego, że emanuje z niego spokój, radość i beztroska. Na obrazie nie ma ludzi, ale jest „pozostałość” po ludziach, po dobrym geście, po okazaniu uczuć. Ta pozorna pustka w głowie oglądającego rodzi też pytania: „Kto był tu przed chwilą?”, „Kto zostawił tu tak piękne kwiaty?”
 
 
Józef Mehoffer
„Wnętrze dworku artysty w Jankówce (Kwiaty imieninowe)”
Dom Józefa Mehoffera
Fotografia Emmanuelle Audre
 
Józef Mehoffer
Wnętrze dworku artysty w Jankówce (Kwiaty imieninowe)
ok. 1915 r., olej/tektura, 100 x 70 cm
opisany z tyłu: „Wnętrze pracowni artysty w Krakowie”
Fotografia i opis obrazu – źródło Artinfo Kliknij w link 


Następnym obrazem, który wpadł mi w oko i który chciałabym zaprezentować w mojej recenzji, jest obraz „Józef Mehoffer i Stanisław Wyspiański na wieczornym spacerze ulicami miasta. Fragment konkursowego projektu kurtyny Józefa Mehoffera do Teatru Miejskiego w Krakowie”, obraz z 1892 roku, olej na płótnie, 112,5 cm x 144 cm. Co prawda nie potrafię rozpoznać, która z sylwetek jest sylwetką Mehoffera i czy w ogóle umieścił on sam siebie na tym obrazie, jednak mnie oczywiście, jako pasjonata teatru, teatrologa z wykształcenia i przez pewien czas czynnego krytyka teatralnego, ten obraz zafascynował. Co mamy na tym obrazie? Przede wszystkim równocześnie w oczy rzuca się ogromna, żółta kurtyna, jak i konglomerat ludzi, zebranych na scenie teatru. Na dalszym planie również widoczny jest tłum, dość luźno stojący i nienakierowany bezpośrednio na oglądanie przedstawienia. Mam wrażenie, że jest to scena teatralna na wolnym powietrzu, piękna, o bocznych ścianach w odcieniach zieleni i niebieskiego, ze złotymi zdobieniami. Tu również pewną rolę odgrywają, wydaje się, rozsypane kwiaty – nasuwa mi się tu takie skojarzenie, że jest już po przedstawieniu, a aktorzy odpoczywają. Charakteru temu obrazowi nadają kostiumy aktorów, jak mniemam z okresu, w którym ten obraz powstał. Uwagę zwraca również ogromny pomnik z tyłu sceny i widok na miasto. Dla mnie w tym obrazie jest coś niezwykłego. Myślę, że spowodował to nie tylko wybór tematu, ale też osadzenie tego tematu w takiej właśnie kolorystyce. Ja znam tylko teatr, który jest czarny, mroczny, nawet w jakiś sposób nieprzyjemny, ten teatr, przedstawiony przez Mehoffera, jest pełen barw, świetlisty, radosny. Jest monumentalny, ale zarazem jest intymny, pełen uczuć, emocji, wrażeń, co podkreślają kwiaty. Jest robiony „na bogato”. Myślę, że ten obraz teatru przypomina bardziej obraz opery, gdzie jest trochę „lżej”, barwniej, radośniej, mniej „dramatycznie”. Tak – ta wizja teatru bez użycia koloru czarnego obecnie zdecydowanie bardziej mi odpowiada niż ten teatr XXI wieku, który dane mi było poznać. Poniżej zamieszczam dwa zdjęcia tego obrazu. Zdjęcie po lewej jest moje, w pomieszczeniu było dość mało światła, i zdjęcie, zrobione telefonem komórkowym, jest dość ciemne. Fotografia po lewej pochodzi ze strony Pinakoteka i jak widać kolory tutaj są bardzo soczyste. Na ten moment trudno mi powiedzieć, która wersja jest bliższa oryginałowi, prawdopodobnie jest to gdzieś pośrodku.

 

 
Józef Mehoffer
„Józef Mehoffer i Stanisław Wyspiański
na wieczornym spacerze ulicami miasta.

Fragment konkursowego projektu kurtyny Józefa Mehoffera
do Teatru Miejskiego w Krakowie”

Dom Józefa Mehoffera
Fotografia Emmanuelle Audre
 
 
Ten sam obraz
Fotografia źródło Pinakoteka Kliknij w link
Kolejnym obrazem Mehoffera, który chciałabym omówić jest obraz „Plac Pigalle w Paryżu”, z 1894 roku, olej na tekturze, 26 cm x 34 cm. Mehoffer studiował między innymi w paryskiej École des Beaux-Arts. Obraz przedstawia, jak wskazuje tytuł, Plac Pigale, znajdujący się w Paryżu, w IX dzielnicy, blisko wzgórza Montmartre. Nazwa placu pochodzi od nazwiska francuskiego rzeźbiarza Jean-Baptiste Pigalle. Na obrazie widzimy kilka budynków, z czego na pierwszym planie w oczy rzuca się jasny budynek z dużymi, ciemnymi oknami oraz jasny budynek z kawiarnią na zewnątrz, jak również czarna dorożka, zaprzężona w dwa białe konie, która to dorożka została umieszczona w centralnym punkcie obrazu. Mi się to osobiście nie podoba, zastosowałabym tu zasadę trójpodziału, z której korzysta się z fotografii, umieszczając dany obiekt w jednym z czterech mocnych punktów fotografii, po boku, celem ulepszenia kompozycji zdjęcia, jednak Mehoffer inaczej postanowił co do swojego obrazu i moje zdanie na ten temat, na ten moment, nie będzie go już interesować;). Po boku obrazu widać jeszcze ucięte, niezmieszczone w kadrze, dwie dorożki, co akurat jest fajnym zabiegiem. Ale co mnie uderza w tym całym obrazie i dlaczego uważam, że jest ciekawy? Uderza mnie tutaj to, że ten plac jest praktycznie całkowicie pusty, że nie ma tu tłumów, przez co widoczny jest sam plac, gdzie kostka chodnikowa, piasek lub inne, istniejące tam wówczas podłoże, zostało rozmalowane w bielach, niebieskościach i lekkich brązach, przez co plac jest jasny, robi wrażenie większego i stapia się kolorystycznie z najbardziej widocznym na nim budynkiem. Przy tej, zastosowanej, kolorystyce i przy braku natłoku innych elementów na obrazie, mam wrażenie niewinności, piękna, przestrzeni, wolności, romantyzmu. I niech takim pozostanie ten plac w mojej wyobraźni, choć pewnie obecnie, w XXI wieku, kipi on od niejednej demonstracji.
 
 
Józef Mehoffer
„Plac Pigalle w Paryżu"
Źródło Pinakoteka Kliknij w link 
 
Ostatnim obrazem Mehoffera, który chciałabym przedstawić w mojej krótkiej analizie i interpretacji dzieł Mehoffera, w której to analizie i interpretacji główną rolę odgrywają moje emocje, wrażenia i odczucia co do jego dzieł, a nie podejście naukowe, jest obraz „Widok z okna pracowni Mehoffera i Wyspiańskiego w Paryżu”, z roku 1891, akwarela, papier 19 x 10,5 cm. Ten obraz wygrał z drugim, ciekawym obrazem, który miałam ochotę zanalizować, z obrazem niezwykle rozmalowanym, z martwą naturą, o tytule „Drobiazgi na kominku”, który to obraz można zobaczyć na stronie Pinakoteka Kliknij w link To dlatego wygrał, że choć lubię martwą naturę, uwielbiam wprost architekturę, zwłaszcza krakowską i paryską, a na tym obrazie Mehoffer przedstawił właśnie fragment górnej części budynków, które widział z okna swojej, paryskiej, pracowni. Myślę, że był to taki typowy widok, który można było ujrzeć z okna takiego budynku w tamtym czasie, w Paryżu, czyli: trochę prania, gdzieniegdzie doniczki z kwiatami, gdzieniegdzie firanki lub zasłony. I charakterystyczny dach z mnóstwem różnych wystających kominów etc. - instalacji nie tylko praktycznych, ale przydatnych w sztuce, bo - jak widać - wyglądających malowniczo. A wszystko to w tonacjach żółci, zieleni, brązów, z dodatkiem niebieskiego czy zielonego. Jak dla mnie ten rysunek jest perfekcyjny. Nic dodać, nic ująć.
 
Józef Mehoffer
„Widok z okna pracowni Mehoffera i Wyspiańskiego w Paryżu”
Źródło Pinakoteka Kliknij w link
 
To już wszystkie obrazy Mehoffera, które chciałam omówić. Mam nadzieję, że ten krótki przewodnik po jego dziełach pozwoli Wam odkryć tego artystę oraz zdecydować się na odwiedzenie Dom Józefa Mehoffera i na zobaczenie jego dzieł na żywo (szyld Domu Mehoffera możecie zobaczyć w moim vlogu krakowskim z sierpnia 2020 roku Kliknij w link (00:09:00). Zapraszam do zapoznania się z drugim artystą krakowskim, którego odkryłam podczas mojego pobytu w Krakowie, jest nim Józef Czapski. Artykuł znajdziecie również na moim blogu malarskim tutaj Kliknij w link 

Emmanuelle Audre

Zabrania się kopiowania w części lub całości, jak również modyfikowania.  Duplication in whole or in part, or modification, disseminating, publishing, curing and exploitation in any form, by using any electronic, photographic.  Przeczytaj całość