Malarstwo Józefa Mehoffera
Ostatnio preferuję malarstwo współczesne od dawnego, to tak w przeciwieństwie do teatru, bo tam jednak wolę spektakle dawne od nowoczesnych, jednak muszę przyznać, że zarówno tematyka, jak i artystyczne wykonanie prac plastycznych przez Józefa Mehoffera, zachwyciło mnie i pozwoliło mi uplasować go wśród naprawdę uzdolnionych artystów oraz z wielką przyjemnością polecać jego prace do obejrzenia. Poniżej przedstawiam swoją interpretację trzech obrazów Mehoffera, które miałam możliwość podziwiać w Domu Mehoffera i które mnie zainteresowały oraz interpretację dwóch innych jego prac, które obejrzałam w Internecie. Obrazy Mehoffera można obejrzeć tutaj Kliknij w link lub tutaj Kliknij w link
Zacznę od obrazu Św. Teresa z Lisieux. Obraz ten, olej na płótnie, pochodzi z 1929 roku. Jest to obraz dość duży, ale nie znam na ten moment jego dokładnych wymiarów i - jak sam tytuł wskazuje - została na nim przedstawiona Św. Teresa z Lisieux. Jest to francuska karmelitanka bosa, która bardzo chciała wstąpić do zakonu i zostać świętą, z czym wiązało się wiele obowiązków i wyrzeczeń. Swoje przeżycia i cierpienia opisała w książce „Dzieje duszy”, z którą to książką można się zapoznać na przykład tutaj Kliknij w link http://floscarmeli.pl/zalaczniki/911882_dzieje_duszy_krytyczne.pdf Mi brakuje słów, aby przedstawić to, co czuję i myślę, kiedy patrzę na ten obraz. Łagodna, pełna oddania, ufna twarz kobiety wznosi ręce, w których trzyma czerwone i białe kwiaty (wydaje mi się, że róże, ale mogę się mylić), w kierunku stóp Jezusa Chrystusa rozpiętego na krzyżu, po to, aby chociaż w ten sposób naddać lekkości jego męce, wyrazić swoją obecność i oddanie. Jest ona ubrana w powłóczystą, białą szatę i czarny habit. Myślę, że gdyby w całości była ona ubrana w czarny habit, wówczas obraz straciłby na wartości kolorystycznej. Istotnym elementem jest tu także biała aureola wokół jej głowy. Św. Teresa z Lisieux znajduje się w otoczeniu pięciu aniołów w białych szatach (jeden u góry po lewej stronie obrazu jest niemalże niewidoczny), aniołów o wręcz nieziemsko barwnych skrzydłach, jak pawie pióra. Aniołowie również trzymają w rękach róże, które w tej całej tragicznej sytuacji beztrosko rozsypują się po ziemi, dla mnie symbolizując, miłość, radość, nowe życie. W kontraście do tego, z lewej strony obrazu, pojawia czaszka jako symbol śmierci, przemijania, cierpienie. To, co mnie najbardziej uderzyło w tym obrazie to jego kolorystyka, zwłaszcza czerwień róż i wielobarwność anielskich skrzydeł, a także tło, ni to błękitne, ni to białe, ni to różowe, w kontraście z jasnobrązowym piaskiem, które to kolory sprawiają, że obraz aż emanuje barwami, a zatem emanuje również swoim przekazem. Dla mnie ten przekaz to pokazanie na przykładzie Teresy z Lisieux, że warto, nie tyle okazać Jezusowi współczucie w jego sytuacji, gdyż wtedy wchodzimy od razu na niższe wibracje energetyczne, co objąć tę sytuację, która autentycznie miała miejsce, wszechogarniającą miłością, wdzięcznością i ufnością, dla tego, co musiało się stać, po to, żebyśmy my mogli stawać się lepszymi, czystszymi wewnętrznie, prawdziwszymi wobec siebie i świata, ludźmi. Jednocześnie anioły, które posiadają tak barwne i tak piękne skrzydła, którego to rodzaju skrzydła anielskie widzę pierwszy raz w życiu, są dla mnie symbolem nadziei i wiecznej obecności wśród nas tychże właśnie aniołów, które - poproszone - chętnie nam pomagają. Dla mnie ten obraz to głęboka emanacja duchowości i miłości - kiedy go zobaczyłam, zachwyciłam się nim. Nie znam wielu obrazów przedstawiających świętych, ale już teraz myślę, że - w zestawieniu z innymi obrazami - ten obraz zająłby pierwsze miejsce. Oprawiony w złotą ramę, dużych rozmiarów, robi wspaniałe wrażenie.
„Wnętrze dworku artysty w Jankówce (Kwiaty imieninowe)”
Dom Józefa Mehoffera
Fotografia Emmanuelle Audre
Następnym obrazem, który wpadł mi w oko i który chciałabym zaprezentować w mojej recenzji, jest obraz „Józef Mehoffer i Stanisław Wyspiański na wieczornym spacerze ulicami miasta. Fragment konkursowego projektu kurtyny Józefa Mehoffera do Teatru Miejskiego w Krakowie”, obraz z 1892 roku, olej na płótnie, 112,5 cm x 144 cm. Co prawda nie potrafię rozpoznać, która z sylwetek jest sylwetką Mehoffera i czy w ogóle umieścił on sam siebie na tym obrazie, jednak mnie oczywiście, jako pasjonata teatru, teatrologa z wykształcenia i przez pewien czas czynnego krytyka teatralnego, ten obraz zafascynował. Co mamy na tym obrazie? Przede wszystkim równocześnie w oczy rzuca się ogromna, żółta kurtyna, jak i konglomerat ludzi, zebranych na scenie teatru. Na dalszym planie również widoczny jest tłum, dość luźno stojący i nienakierowany bezpośrednio na oglądanie przedstawienia. Mam wrażenie, że jest to scena teatralna na wolnym powietrzu, piękna, o bocznych ścianach w odcieniach zieleni i niebieskiego, ze złotymi zdobieniami. Tu również pewną rolę odgrywają, wydaje się, rozsypane kwiaty – nasuwa mi się tu takie skojarzenie, że jest już po przedstawieniu, a aktorzy odpoczywają. Charakteru temu obrazowi nadają kostiumy aktorów, jak mniemam z okresu, w którym ten obraz powstał. Uwagę zwraca również ogromny pomnik z tyłu sceny i widok na miasto. Dla mnie w tym obrazie jest coś niezwykłego. Myślę, że spowodował to nie tylko wybór tematu, ale też osadzenie tego tematu w takiej właśnie kolorystyce. Ja znam tylko teatr, który jest czarny, mroczny, nawet w jakiś sposób nieprzyjemny, ten teatr, przedstawiony przez Mehoffera, jest pełen barw, świetlisty, radosny. Jest monumentalny, ale zarazem jest intymny, pełen uczuć, emocji, wrażeń, co podkreślają kwiaty. Jest robiony „na bogato”. Myślę, że ten obraz teatru przypomina bardziej obraz opery, gdzie jest trochę „lżej”, barwniej, radośniej, mniej „dramatycznie”. Tak – ta wizja teatru bez użycia koloru czarnego obecnie zdecydowanie bardziej mi odpowiada niż ten teatr XXI wieku, który dane mi było poznać. Poniżej zamieszczam dwa zdjęcia tego obrazu. Zdjęcie po lewej jest moje, w pomieszczeniu było dość mało światła, i zdjęcie, zrobione telefonem komórkowym, jest dość ciemne. Fotografia po lewej pochodzi ze strony Pinakoteka i jak widać kolory tutaj są bardzo soczyste. Na ten moment trudno mi powiedzieć, która wersja jest bliższa oryginałowi, prawdopodobnie jest to gdzieś pośrodku.
na wieczornym spacerze ulicami miasta.
Fragment konkursowego projektu kurtyny Józefa Mehoffera
do Teatru Miejskiego w Krakowie”
Dom Józefa Mehoffera
Fotografia Emmanuelle Audre